logo

logo uswps nazwa 3

Chiny, Korea i Japonia borykają się z niełatwymi relacjami nie tylko w sferze polityki. Okazuje się, że również obszar tradycji kulinarnych nie jest wolny od niesnasek. Ostatnio głośno było o chińsko-koreańskiej kłótni o kimchi, podobny spór miał miejsce równo dwadzieścia lat temu między Koreą a Japonią. Kuchnie Chin, Korei i Japonii, choć tak różne od siebie, mają też wiele wspólnych elementów. Tradycje, potrawy i metody ich przyrządzania przenikały pomiędzy tymi narodami na przekór granicom i historycznym niechęciom. Japońskie sashimi i koreańskie hoe, koreańskie doenjanggu i japońskie miso, chiński zhajiang i jego koreańska wersja jajang, a do tego jeszcze indyjskie curry bijące rekordy popularności w Japonii i Korei – oto prawdziwy kulturalno-kulinarny galimatias. O kuchni i dziejach kulinarnych Azji Wschodniej porozmawiamy z dr Magdaleną Tomaszewską-Bolałek – orientalistką, badaczką kultury kulinarnej, kierowniczką Food Studies na Uniwersytecie SWPS. Spotkanie poprowadzi dr hab. Marcin Jacoby, prof. Uniwersytetu SWPS, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Podcastu można też posłuchać na Spotify:

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/strefa-kultur-uniwersytetu-swps/id1486199502
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/d6b68698-75a8-4b6e-8647-3e2d40be059b?_lst
  • https://www.empik.com/31-walka-o-tradycje-kuchnie-i-dzieje-kulinarne-azji-wschodniej-dr-magdalena-tomaszewska-bolalek-opracowanie-zbiorowe,p1272543453,ebooki-i-mp3-p

 

Interesujesz się kulturą? Dołącz do innych w grupie Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS na Facebooku.

Cykl webinarów „Projekt Azja”

Kraj Kwitnącej Wiśni, Huawei i 5G, Kim Jong Un oraz orientalna kuchnia. Czy istnieje Azja bez uproszczeń i stereotypów? Jak odkryć jej prawdziwe oblicze, które nieczęsto zobaczymy w mediach? Cykl Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” przybliża najważniejsze zjawiska i procesy, jakie zachodzą obecnie w Chinach, na Półwyspie Koreańskim oraz w Japonii. Podczas każdego spotkania poruszamy inny temat i przyglądamy się obecnemu obliczu tej części świata oraz jej specyficznym uwarunkowaniom. Cykl „Projekt Azja” prowadzi prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, który do wspólnej dyskusji zaprasza badaczy, ekspertów i praktyków zajmujących się Azją.

dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek

dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek
gość

Orientalistka, badaczka kultury kulinarnej, kierownik Food Studies na Uniwersytecie SWPS. Zdobywczyni nagród kulinarnych w tym: wielu Gourmand World Cookbook Awards, Prix de la Littérature Gastronomique, Diamond Cuisine Award i Nagrody Magellana. Zajmuje się historią i antropologią jedzenia, a także turystyką oraz dyplomacją kulinarną. Autorka książek:„Tradycje kulinarne Japonii”,, „Japońskie słodycze”, „Tradycje kulinarne Korei” oraz „Polish Culinary Paths”, „Tradycje kulinarne Finlandii” oraz „The Polish Table”.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Jesteśmy świadkami historycznych przemian geopolitycznych, których konsekwencje wpływają na cały świat, również na Polskę. Wydaje się, że „jednostronny moment” trwający od lat 90. ubiegłego wieku, w jakim Stany Zjednoczone niepodzielnie królowały jako globalny lider militarny, polityczny i gospodarczy, ma się ku końcowi. Od paru lat obserwujemy wyraźne osłabienie amerykańskiego giganta i rosnący wpływ Chin na kształt gospodarki i polityki naszego globu. Jednocześnie, rosną napięcia pomiędzy obydwoma mocarstwami i pogłębiają się podziały między demokracjami Zachodu, a takimi państwami, jak Chiny czy Rosja. Postępuje deglobalizacja, powracają niepokoje społeczne i antagonizmy, które wydawały się przynależeć do zamkniętych już kart historii.

W tej zmieniającej się dynamice Azja, a szczególnie Chiny, stają się coraz ważniejsze. W rozmowie z prof. Bogdanem Góralczykiem poruszamy najważniejsze tematy związane z procesem przeniesienia globalnego centrum z Atlantyku na Pacyfik – w wymiarze gospodarczym i technologicznym. Odnosimy się do wpływu pandemii COVID-19 na światową równowagę gospodarczą, dyskutujemy o porozumieniu celnym RCEP i innych porozumieniach regionalnych. Nasz gość przybliża też obecne założenia polityki zagranicznej Chin oraz ich najważniejsze procesy wewnętrzne. Nie omijamy też kwestii Hongkongu i Tajwanu. Spotkanie prowadzi dr hab. Marcin Jacoby, prof. Uniwersytetu SWPS, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

 

Webinar z cyklu „Projekt Azja” dostępny jest m.in. na kanale Strefy Kultur na YouTubie, gdzie poszczególne sygnatury czasowe przedstawione poniżej przenoszą w opisany fragment nagrania:

04:16 – Jak w ciągu najbliższych kilku miesięcy mogą rozwinąć się relacje między USA i Chinami?
17:38 – Jak wygląda nowa „zimna wojna” pomiędzy Chinami i USA, biorąc pod uwagę, że obie gospodarki są od siebie bardzo zależne?
29:53 – Jak wygląda proces układania relacji państw Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej zarówno z USA, jak i Chinami?
33:07 – Czy Mjanma może stanowić stanowić dla Chin alternatywę wobec impasu na Morzu Południowochińskim?
37:20 – Czy państwa azjatyckie, bez presji ze strony USA, same chciałyby powstrzymać regionalne ambicje Chin? Jak w związku z kryzysem w walce z koronawirusem wygląda przyszłość pozycji Indii? 
48:47 – Jakie jest prawdopodobieństwo, że Chiny zaatakują militarnie Tajwan w ciągu najbliższych 5 lat? 
53:35 – Jakie wyzwania na froncie wewnętrznym mają przed sobą władze Chin? 

Podcastu można też posłuchać na Spotify:

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/azja-i-rola-chin-w-zmieniaj%C4%85cej-si%C4%99-geopolityce-prof/id1486199502?i=1000519241963
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/b4e2b412-47a6-4758-ab7a-fbb551f70721?_lst
  • https://www.empik.com/29-azja-i-rola-chin-w-zmieniajacej-sie-geopolityce-prof-bogdan-goralczyk-dr-hab-marcin-jacoby-opracowanie-zbiorowe,p1269679581,ebooki-i-mp3-p

 

Interesujesz się kulturą? Dołącz do innych w grupie Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS na Facebooku.

Cykl webinarów „Projekt Azja”

Kraj Kwitnącej Wiśni, Huawei i 5G, Kim Jong Un oraz orientalna kuchnia. Czy istnieje Azja bez uproszczeń i stereotypów? Jak odkryć jej prawdziwe oblicze, które nieczęsto zobaczymy w mediach? Cykl Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” przybliża najważniejsze zjawiska i procesy, jakie zachodzą obecnie w Chinach, na Półwyspie Koreańskim oraz w Japonii. Podczas każdego spotkania poruszamy inny temat i przyglądamy się obecnemu obliczu tej części świata oraz jej specyficznym uwarunkowaniom. Cykl „Projekt Azja” prowadzi prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, który do wspólnej dyskusji zaprasza badaczy, ekspertów i praktyków zajmujących się Azją.

Prof. dr hab. Bogdan Góralczyk

prof. dr hab. Bogdan Góralczyk
gość

Politolog, sinolog, dyplomata, publicysta, wykładowca akademicki. W latach 2003–2008 ambasador RP w Królestwie Tajlandii, Republice Filipin i Związku Myanmar (Birma). Były szef Gabinetu ministra spraw zagranicznych RP. Autor licznych publikacji, w tym: „Wielki Renesans. Chińska transformacja i jej konsekwencje” (2018), „Złota Ziemia roni łzy. Esej birmański” (nowe, rozszerzone wydanie, 2021) oraz „Węgierski syndrom Trianon” (2020). Komentator i ekspert często występujący w mediach, stale współpracuje z: dziennikiem „Rzeczpospolita”, portalami ObserwatorFinansowy.pl oraz www.nowakonfederacja.pl. W latach 2016–2020 dyrektor Centrum Europejskiego Uniwersytetu Warszawskiego.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

W Anchorage na Alasce 18 marca odbyło się pierwsze spotkanie administracji amerykańskiego prezydenta Joe Bidena z przedstawicielami władz Chińskiej Republiki Ludowej: Yang Jiechim, dyrektorem Biura Centralnej Komisji Spraw Zagranicznych Komunistycznej Partii Chin oraz ministrem spraw zagranicznych, Wang Yim. Ze względu na niespodziewanie ostry przebieg spotkanie było szeroko komentowane w mediach całego świata i stało się sygnałem rozpoczęcia nowego etapu w stosunkach dyplomatycznych między USA i Chinami – pisze dr hab. Marcin Jacoby, prof. Uniwersytetu SWPS, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich.

Chińscy wysłannicy odmówili wejścia w dobrze nam znaną amerykańską narrację odwołującą się do ładu światowego i wartości demokratycznego świata. Zamiast tego przeprowadzili szeroką krytykę amerykańskiej polityki zagranicznej: interwencji militarnych na całym świecie, wykorzystywania siły wojskowej i kontroli globalnego obiegu finansowego do zmuszania innych państw do uległości, przestarzałego, zimnowojennego sposobu myślenia, podwójnych standardów moralnych. W odpowiedzi na amerykańskie zarzuty dotyczące łamania praw człowieka, w Hongkongu i Xinjiangu mówili o „mordach na czarnoskórych Amerykanach, które przecież nie są problemem powstałym w ostatnich czterech latach”. W bardzo bezpośrednich słowach zaapelowali do amerykańskich gospodarzy spotkania, by zajęli się licznymi problemami społecznymi i kwestiami praw człowieka w samych Stanach Zjednoczonych, podkreślając przy tym, że w przeciwieństwie do USA, władza w Chinach cieszy się niezwykle szerokim poparciem społecznym.

Przebieg spotkania w Anchorage można by zbyć wzruszeniem ramion i stwierdzeniem, że to tylko kolejna dyplomatyczna utarczka słowna. Moim zdaniem tak jednak nie jest. Polityczna wymiana zdań pokazała, że na Alasce spotkały się dwie odmienne cywilizacje, których przedstawiciele myślą i wypowiadają się w różny sposób. To, czy uda im się porozumieć będzie miało ogromny wpływ na losy świata w najbliższych dziesięcioleciach. Choć jako Polakom i Europejczykom niewątpliwie bliżej nam do amerykańskiej perspektywy, warto spojrzeć z bliska, do jakich wartości i kategorii pojęciowych odwoływali się w swoich przemówieniach dwaj chińscy dyplomaci. Niezależnie od tego, czy uważamy ich argumentację za uzasadnioną.

Harmonia i pokój

W chińskim dyskursie politycznym niemal nieustannie można słyszeć o dążeniu do harmonii i umiłowaniu pokoju. Oba słowa łączy zresztą po chińsku ten sam znak „he”, są więc bardzo blisko ze sobą spokrewnione. Odwołują się do pragnienia równowagi, które jest głęboko zakorzenione w starożytnej myśli chińskiej i manifestuje się w filozoficznych podstawach zarówno konfucjanizmu, jak i taoizmu. Znajdujemy je w sztuce, muzyce czy medycynie chińskiej. Harmonia to stan idealny, a wszelkie zachowania ekstremalne zakłócają ten stan i powinny być napiętnowane. Chińczycy przedstawiają siebie jako „naród miłujący pokój”, a swoją historię jako dzieje państwa łagodnego i tolerancyjnego.

Tak oczywiście nie jest i nawet szybkie spojrzenie na dzieje Chin pokazuje nam tysiące wojen, powstań chłopskich, rzezie ludności, ekspansję terytorialną i tragedie podobne do tych, jakich przez wieki doświadczali mieszkańcy Europy. W odpowiedzi Chińczycy podkreślają, że obcy jest ich kulturze etos rycerza, zdobywcy, odkrywcy dzikich lądów i kolonizatora, który napędzał europejską ekspansję i globalną dominację. Chińczycy twierdzą, że zamiast zagarniać ziemie innych ludów i przyporządkowywać je sobie siłą, Państwo Środka dążyło raczej do współpracy i obopólnych korzyści. Chińscy wysłannicy w Anchorage kilkakrotnie przeciwstawili chińskie zamiłowanie pokoju oraz amerykańskie opieranie się na sile wojskowej i nadużywaniu rozwiązań militarnych.

Dialog i współpraca

Potęga cesarstwa chińskiego przez wieki bazowała przede wszystkim na sile handlu – do stolicy regularnie przybywali kupcy z tak dalekich krain, jak Półwysep Arabski, chińskie banki kontrolowały ruch pieniądza w niemal całej Azji Wschodniej i Południowo-Wschodniej, a chińskie dżonki handlowe dominowały w obrocie towarowym od Indonezji po Filipiny. Dobry kupiec potrafi dogadać się z każdym i z każdym robić interesy. Niezależnie od wyznania, języka, poglądówczy pochodzenia. Współcześnie dokładnie takie podejście stało za chińskimi inwestycjami na Półwyspie Indochińskim i w Afryce od lat 90., a dziś jest dewizą Inicjatywy Pasa i Szlaku. Chiny swoim partnerom handlowym z zasady nie stawiają żadnych warunków wstępnych dotyczących transparentności, praworządności czy swobód obywatelskich. Liczy się tylko biznes. Są tak samo skuteczne w handlu z Unią Europejską i USA, jak i z reżimami autorytarnymi. Nawet surowe warunki porozumienia handlowego tzw. pierwszej fazy, wymuszone przez Donalda Trumpa na przełomie 2019 i 2020 r., nie zdołały wytrącić z równowagi władz chińskich. Jej przedstawiciele wierzą niezmiennie, że tam, gdzie obydwie strony widzą interesy, tam możliwy jest dialog i współpraca. Chińscy dyplomaci w marcowym starciu na Alasce wielokrotnie podkreślali, że mimo różnic ideologicznych i napiętych relacji zawsze są gotowi usiąść z Amerykanami do stołu negocjacyjnego.

Każda cywilizacja i każdy naród ma taki system, jaki mu najbardziej odpowiada

Na krytykę ze strony zachodniego świata, że Chiny popierają systemy autorytarne (np. Iran i Koreę Północną) i same gnębią swoich obywateli (w Xinjiangu i Hongkongu), władze w Pekinie odpowiadają następująco: demokracja parlamentarna nie jest uniwersalnym rozwiązaniem do zastosowania wszędzie na świecie, a tym bardziej systemem obiektywnie górującym nad innymi.

Odwołują się przy tym najpierw do swojej długiej historii imperialnej, by później z rosnącą dumą wyliczać niekwestionowane sukcesy ekonomiczne i społeczne chińskiej transformacji ostatnich 40 lat pod rządami Komunistycznej Partii Chin. Nawołują demokracje zachodnie do szacunku dla systemów wypracowanych przez inne państwa i inne cywilizacje na zasadach wzajemności: my nie mówimy wam, żebyście pozbyli się demokracji i wprowadzili system monopartyjny, taki jak nasz, więc wy również uszanujcie naszą drogę „socjalizmu o chińskiej specyfice”.

Wpisuje się to w szerszy, postkolonialny dyskurs podważający uniwersalny charakter wartości wypracowanych przez kulturę europejską. Badacze i politycy od Chin po Indie podkreślają, że ich starożytne cywilizacje mają swoje własne wartości, takie jak odpowiedzialność społeczna czy nacisk na dobro kolektywne zamiast na wolność jednostki. A zamiast dyskutować, który zestaw wartości jest lepszy, wystarczy przyjąć, że każdy ma swoje i powinien się tego trzymać. Chińczycy w Anchorage dali Amerykanom jasno do zrozumienia, że ci nie mają monopolu na prawdę i powinni powstrzymać się od ocen polityki chińskiej w kategoriach moralnych.

Zacznij od siebie, zanim będziesz pouczać innych

18 marca Amerykanie usłyszeli, że stracili moralne prawo do pouczania innych narodów i że powinni zająć się swoimi własnymi problemami, zanim zaczną krytykować innych. Te uwagi idą dalej niż tylko wypunktowanie amerykańskich niepowodzeń w walce z pandemią, chaosu politycznego czasu ostatnich wyborów prezydenckich czy napięć rasowych. Chińczycy odwołują się do konfucjańskiego etosu samodoskonalenia, w myśl którego człowiek, który sam nie świeci przykładem, nie jest wiarygodny i przez to spotyka go klęska. Konfucjański idealny władca zaczyna od siebie, potem zajmuje się własną rodziną, wioską, powiatem. Dopiero na sam koniec jest gotowy stawić czoło odpowiedzialności rządzenia całym państwem. Krytyczne spojrzenie do wewnątrz i na samego siebie jest stale obecne w kulturze chińskiej. Właśnie do tego nawiązywał Yang Jiechi, gdy w ostrych słowach odpowiadał na amerykańską krytykę chińskiej polityki w Hongkongu.

Gra na nowych zasadach

Jak często bywa, tłumaczenie na język angielski słów Yang Jiechiego i Wang Yiego, których słuchali na żywo Antony Blinken i Jake Sullivan, nie było idealne. Również dlatego, że chińscy dyplomaci nie robili przerw, które umożliwiłyby tłumaczce dokładniejszy przekład fragment po fragmencie. Wiele treści pozostało nieprzekazanych, a wydźwięk innych uległ złagodzeniu. Jestem jednak pewien, że Amerykanie później dokładnie przestudiowali wypowiedzi swoich chińskich gości i odkryli, jak bezpardonowa i bolesna była krytyka pod ich adresem.

Chińscy politycy to wytrawni gracze i w Anchorage oglądaliśmy zapowiedź tego, jak mogą wyglądać kolejne spotkania przedstawicieli tych dwóch, coraz ostrzej rywalizujących ze sobą mocarstw. Dalszy dialog możliwy będzie tylko wtedy, gdy Amerykanie lepiej przygotują się do kolejnych rozmów – z większą pokorą dla cywilizacji Państwa Środka. Uda im się oprzeć chińskiej sile perswazji, jeśli lepiej poznają swojego adwersarza i będą potrafili konstruować riposty działające nie tylko w naszym, ale też chińskim kręgu kulturowym. Na razie dali prezent obywatelom ChRL, którzy z radością i satysfakcją wysłuchali, jak chińscy dyplomaci rugają swoich amerykańskich odpowiedników na ich własnym terenie.

258 marcin jacoby

O autorze
prof. Marcin Jacoby

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Niemal każdy Koreańczyk bez wahania wskaże kimchi jako jeden z najbardziej rozpoznawalnych symboli swojego kraju. Kimchi, czyli różnego rodzaju kiszonki, najczęściej ostre i najczęściej z kapusty pekińskiej, towarzyszą koreańskim daniom niemal na każdym stole i przy każdym posiłku. Trudno wyobrazić sobie koreańską kuchnię bez kimchi, a tym bardziej kimchi bez Korei. A jednak ostatnie ćwierćwiecze to historia ostrej rywalizacji ekonomicznej, dyplomatycznych dysput i internetowych kłótni o kimchi pomiędzy Koreańczykami, Japończykami i Chińczykami. Chodzi w nich o pieniądze, wizerunek, ale przede wszystkim o tożsamość kulturową – pisze dr hab. Marcin Jacoby, prof. Uniwersytetu SWPS, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich.

Kimchi na salonach

Kimchi wkroczyło na dyplomatyczne salony w drugiej połowie lat 80. XX w., gdy Korea przygotowywała się do Igrzysk Olimpijskich w Seulu (1988). Wtedy powstało pierwsze muzeum kimchi (1986) oraz pomysł, by promować wśród turystów odwiedzających kraj tę ostrą przystawkę jako kulinarny klejnot Korei. Igrzyska Olimpijskie, proces demokratyzacji dawnej dyktatury wojskowej i dynamiczny rozwój gospodarczy Południa pomogły w industrializacji i umiędzynarodowieniu kimchi. Powszedni wyrób każdej pani domu w latach 90. stał się produktem przemysłowym. Za jego komercjalizację zabrały się największe koncerny spożywcze owych czasów: Pulmuone, Doosan, Cheiljedang (połączony później z Samsungiem) oraz Lotte (należące do rodziny koreańskich migrantów w Japonii). Korea zaczęła eksportować kimchi na wielką skalę właśnie do Japonii, przymierzała się też do wejścia na rynek chiński.

Problemy zaczęły się w połowie lat 90., gdy okazało się, że to Japonia ma większy potencjał w zdominowaniu rynków światowych przez swoją wersję kimchi – kimuchi. Była to przystawka mniej ostra, a przede wszystkim szybsza i tańsza w produkcji, gdyż kimuchi nie podlegało procesowi fermentacji, który definiuje to, czym jest prawdziwa kiszonka koreańska. Japończycy z powodzeniem sprzedawali kimuchi na różne rynki, przede wszystkim amerykański, wpadli nawet na pomysł, by swój produkt oficjalnie promować na Igrzyskach Olimpijskich w Atlancie (1996). Interesy ekonomiczne oraz niepokój, że Japończycy skutecznie i na dobre przywłaszczą sobie kimchi, pchnęły Koreańczyków do działania. W 1995 r. zwrócili się do Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Wyżywienia i Rolnictwa (FAO) o wpisanie receptury kimchi do Kodeksu Żywnościowego (tzw. Codex Alimentarius). Miało to uniemożliwić Japończykom sprzedaż niesfermentowanego produktu „kimchi-podobnego”. Ci zaprotestowali, utrzymując, że mają również różne, rodzime tradycje pikli i kiszonek i że kimuchi do nich należy, podobnie jak japońska wersja curry, która od lat 80. bije na wyspach rekordy popularności, szczególnie wśród dzieci. Konflikt trwał do 2001 r., kiedy standard wyrobu prawdziwego kimchi został zapisany do Kodeksu Żywnościowego.

Chińskie wyzwanie

Jednak Koreańczycy, choć ochronili nazwę swojego tradycyjnego produktu i znacznie utrudnili Japończykom dominację kulinarnych rynków zagranicznych, zaledwie po dwóch latach stanęli przed nowym wyzwaniem. Dynamicznie rozwijające się Chiny stały się nieoczekiwanie największym producentem kimchi spożywanego w Korei! Chińscy przedsiębiorcy spełniali wymogi Kodeksu, a przede wszystkim byli dużo tańsi niż rodzime firmy koreańskie. Restauracje, bary i supermarkety zaczęły masowo sprowadzać tę ostrą przystawkę z Chin. Tak w 2003 r. rozpoczęła się nowa rywalizacja chińsko-koreańska: kto komu sprzeda więcej kimchi. Koreańczycy tym razem nie mieli żadnych szans. Potencjał produkcyjny w Chinach był ogromny, ceny szokująco niskie, a przy tym chiński rząd w 2012 r. praktycznie zamknął swój rynek przed produktem z Korei – powołując się na nie do końca przejrzyste wymogi sanitarne. Dziś kimchi importowane z Chin ma niemal 90% rynku restauracyjnego w ojczyźnie tej przystawki, Chińczycy zdominowali też eksport do Japonii.

Inny front wojny o kimchi rozgrywa się od paru miesięcy w mediach i internecie. Wszystko zaczęło się od starań producentów pikli z chińskiej prowincji Sichuan, by dla ich tradycyjnych produktów lokalnych zdobyć standard ISO. Na nieszczęście dla koreańsko-chińskiej przyjaźni, syczuańskie pikle i koreańskie kimchi, choć wytwarzane są w inny sposób, zupełnie inaczej wyglądają i smakują, w języku chińskim nazywane są dokładnie tak samo: „paocai”. Choć w opisie standardu ISO bardzo przytomnie i jednoznacznie zawarto zdanie, że standard ten nie dotyczy koreańskiego kimchi, chińska brukowa tuba propagandowa „Global Times” ruszyła z ofensywą. Opublikowała artykuł, w którym jednoznacznie dała do zrozumienia, że teraz to Chińczycy rozdają karty w świecie kiszonek, insynuując, że chodzi również o kimchi. Sprawę rozdmuchali internauci i międzynarodowe media. Z językowego qui pro quo zrobił się międzynarodowy, kulturowy konflikt. Koreańczycy zaczęli zarzucać Chińczykom próby zawłaszczania ich tradycji, powołując się na manipulacje chińskiej polityki historycznej oraz przyrównując sprawę kimchi do licznych przypadków promowania przez ChRL strojów, muzyki czy obrzędów koreańskich jako części kultury chińskich mniejszości etnicznych (w północno-wschodnich Chinach żyje spora mniejszość koreańska nazywana ludem Chaoxian, czyli Joseon, od ostatniej koreańskiej dynastii królewskiej).

Blogerzy, ambasador, profesor i koparka

Atmosfera dalej się zagęszczała. Znana koreańska wideoblogerka Hamzy zalajkowała post krytykujący Chińczyków za zawłaszczanie kimchi, czym ściągnęła na siebie gniew chińskich netizenów i groźbę odcięcia od rynku w Chinach. Żeby uratować swoją pozycję w Państwie Środka, musiała się gęsto tłumaczyć. Za to chińska wideoblogerka Li Ziqi nie miała oporów, by zamieścić filmik pokazujący, jak robi „chińskie kimchi”. W Korei znów zawrzało. Atmosferę podgrzał Zhang Jun – chiński ambasador przy ONZ, który 3 stycznia na Twitterze zamieścił zdjęcia, jak robi kimchi. Choć ani słowem nie sugerował, że kimchi jest chińskie, Koreańczycy zinterpretowali to po swojemu i internetowa fala krytyki zmieniła się w prawdziwe tsunami. Dwa tygodnie później Seo Kyoung-duk, profesor Uniwersytetu Sungshin w Seulu, zamieścił sporą reklamę w „New York Timesie” przypominającą, że koreańska tradycja wyrobu kimchi znajduje się od 2013 r. na liście UNESCO i kończącą się zdaniem: „Kimchi jest koreańskie, ale należy do każdego”. Na domiar wszystkiego na jaw wyszedł szokujący film nagrany w jednej z dużych firm produkujących w Chinach kimchi na rynek koreański, który skutecznie obrzydził Koreańczykom import z ChRL i do cna oburzył netizenów. Zobaczyli szczury biegające po stosach papryczek chili i otyłego jegomościa, który własnym, półnagim ciałem miesza kapusty w wielkim dole w ziemi wyłożonym folią, a pomaga mu w tej pracy najzwyklejsza koparka. Nie tak Koreańczycy wyobrażali sobie spożywczy outsourcing ich narodowego skarbu.

Odpowiedź ministerstwa

Najnowszy ruch, z marca, to ogłoszenie przez koreańskie Ministerstwo Rolnictwa, Żywności i Spraw Wsi (MAFRA), że rodzime produkty żywnościowe sprzedawane za granicą będą miały kody QR i ujednoliconą identyfikację wizualną po to, żeby odróżnić je od „podróbek”. W komunikacie bezpośrednio nawiązano do wyrobów chińskich, które na opakowaniach mają nierzadko koreańskie napisy w celu wprowadzenia konsumentów zagranicznych w błąd. A na tym cierpi wizerunek Korei. Ani słowa o kimchi, ale wydźwięk jest jasny: Chińczycy, nie podszywajcie się pod Koreę i nie zawłaszczajcie naszej marki.

Kimchi a tożsamość

Temu ostatniemu trudno się dziwić, gdyż rzeczywiście, marka „Korea” w ostatnich latach poszybowała w górę, nie tylko z powodu takich firm, jak: Samsung, LG, Hyundai i Kia, ale przede wszystkim dzięki światowej modzie na kulturę tego kraju (Hallyu) obejmującej K-pop, seriale telewizyjne, kosmetyki, język czy właśnie kuchnię. Korea jest sexy, czego nie można powiedzieć o ChRL. Tym chętniej przedsiębiorcy chińscy, szczególnie w Azji Południowo-Wschodniej, gdzie Hallyu świeci triumfy, próbują wykorzystać koreańską falę, by lepiej sprzedać swoje produkty.

Dla Koreańczyków to wszystko stanowi zagrożenie nie tylko dla biznesu, lecz także dla tożsamości kulturowej. Kimchi jest tu najbardziej wyrazistym symbolem, ale chodzi o dużo więcej niż kwaskowato-pikantną przystawkę. Koreańczycy od lat czuli się zdominowani przez swoich sąsiadów: Japonię i Chiny. I teraz, choć ich państwo święci międzynarodowe sukcesy, cały czas uważają, że jego pozycja jest niepewna i trzeba walczyć o jej wzmocnienie na międzynarodowej arenie. Inaczej Chiny i Japonia będą kawałek po kawałku zawłaszczać to, co koreańskie: kuchnię, historię, obyczaje, dziedzictwo kulturowe. A zatem walka o koreańskość kimchi jest dla nich bojem śmiertelnie poważnym. Nie oddadzą wrogom ani jednej główki dobrze sfermentowanej kapusty, która zresztą po koreańsku wcale nie nazywa się pekińską, tylko „kapustą białą”.

258 marcin jacoby

O autorze
prof. Marcin Jacoby

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Po poprzednim punkcie zwrotnym w dziejach, czyli kryzysie gospodarczo-finansowym 2008 r., doszło do wyraźnego przesunięcia ośrodka siły gospodarczej i handlowej z Atlantyku na Pacyfik. Po pandemii COVID-19, jeszcze niestety nie zakończonej, sytuacja się powtórzyła. Tyle że teraz ta nowa dynamika przybrała już wręcz groźne formy – wojny handlowej, technologicznej (ZTE, Huawei i 5G, TikTok i in.) i propagandowo-medialnej w stosunkach dwóch największych organizmów na globie: USA i Chin (pamiętamy otwartą wymianę argumentów ambasadorów obu państw w Warszawie w polskich mediach). O nowym globalnym centrum pisze prof. Bogdan Góralczyk, politolog, sinolog i dyplomata – w latach 2003–2008 ambasador RP w Królestwie Tajlandii, Republice Filipin i Związku Myanmar.

Sojusze w sferze gospodarczej i bezpieczeństwa

Tym samym mamy nie tylko powtórkę słynnego „pivotu ku Azji” z początków rządów Baracka Obamy w wykonaniu obecnej administracji amerykańskiej Joe Bidena. Wydarzenia prowadzą nas znacznie dalej, bowiem rozpoczęło się także poszukiwanie nowych sojuszy czy rozwiązań instytucjonalnych, takich jak dość luźna koncepcja Indo-Pacyfiku czy bardziej konkretna współpraca w ramach grupy Quad (USA, Australia, Indie, Japonia). Odrębnego odnotowania wymaga także ożywiane Wszechstronne i Postępowe Partnerstwo Transpacyficzne (Comprehensive and Progressive Trans-Pacific Partnership – CPTPP), forsowane przez Japonię, a będące przeciwwagą dla forsowanego z kolei przez Chiny, podpisanego w listopadzie 2020 r., Rozwiniętego Partnerstwa Gospodarczego w regionie (Regional Comprehensive Economic Partnership – RCEP), obejmującego współpracę aż 15 państw, w tym całego ASEAN. Mamy więc w regionie Azji i Pacyfiku poszukiwanie nowych, bezprecedensowych rozwiązań instytucjonalnych i integracyjnych, tak w wymiarze gospodarczym, jak w sferze bezpieczeństwa.

Nowy postpandemiczny ład – oparty na azjatyckiej dominacji?

Nową dynamikę na scenę wnoszą przede wszystkim Chiny, które – podobnie jak region – zdecydowanie lepiej niż Zachód poradziły sobie z pandemią, a teraz ogłosiły pożegnanie ze skrajną biedą. Natomiast za chwilę (na stulecie Komunistycznej Partii Chin w lipcu br.) ogłoszą sukces w budowie „społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu”, tym samym realizując „pierwszy cel na stulecie” Xi Jinpinga. Co więcej, wprowadzają kolejny model rozwojowy „podwójnej cyrkulacji”, oparty już nie na ekspansji i eksporcie, jak dotąd, lecz na bogatym, rozwiniętym i kwitnącym rynku wewnętrznym (pierwszy obieg), ze wsparciem sił globalizacyjnych i obcych rynków (drugi obieg). A do tego jeszcze ogłaszają ambitne plany budowy społeczeństwa innowacyjnego (do 2035 r.).

Chiny już są wyzwaniem dla Zachodu (USA) w wymiarze gospodarczym i handlowym, a teraz zamierzają nim być także w sensie wysokich technologii, a to już, jak najbardziej, wielka polityka i czysta strategia. Pachnie bowiem kształtowaniem się na globie nowego, postpandemicznego ładu, z pożegnaniem europocentryzmu, a może i świata atlantyckiego na rzecz nowej „ery pacyficznej”. 

Ponieważ władze w Pekinie zdusiły protesty w Hongkongu (a tym samym – nośną kiedyś – formułę „jeden kraj, dwa systemy”), to w ten sposób wznieciły nową debatę wokół newralgicznej kwestii Tajwanu. Właśnie ona, obok nabrzmiałej od dawna kwestii Morza Południowo-Chińskiego (słynne chińskie 9, a potem 7 kresek) stanowią teraz bodaj największe punkty zapalne na globie, a na pewno w stosunkach między mocarstwami. To nowa wersja słynnej już „pułapki Tukidydesa”. 

Obawy o otwarty konflikt mocarstw

Jak na to wszystko zapatruje się Azja i region, w tym przede wszystkim Indie i Australia oraz ASEAN, wystawione właśnie na poważną próbę przez rosnące kontrowersje na linii Waszyngton–Pekin? Jak patrzą na wojskowy zamach stanu w Mjanmie (d. Birmie), która ze względu na swe strategiczne położenie liczy się w kalkulacjach mocarstw? Kto będzie wygranym, a kto przegranym w rozpoczętym już najwyraźniej starciu? Co ta nowa dynamika w regionie Azji i Pacyfiku, stale rosnącym co do znaczenia, a także budzącym obawy nawet otwartego konfliktu, oznacza dla świata, Europy i Polski? Oczywiście, nie wiemy, ale debatować trzeba. 

Dziś nic nie jest jeszcze przesądzone, ale o regionie Azji i Pacyfiku nawet u nas trzeba wiedzieć więcej, bowiem dwie czy trzy dekady temu była to dla nas jeszcze egzotyka lub zabawa dla ekspertów. Natomiast nie wiedzieć, co się tam dzieje dziś, to niestety nic innego, jak przejaw własnej ignorancji. 

Prof. dr hab. Bogdan Góralczyk

prof. dr hab. Bogdan Góralczyk

Politolog, sinolog, dyplomata, publicysta, wykładowca akademicki. Profesor w Centrum Europejskim UW, którego był dyrektorem w latach 2016–2020. W latach 2003–2008 ambasador RP w Królestwie Tajlandii, Republice Filipin i Związku Myanmar (Birma). Były szef Gabinetu ministra spraw zagranicznych RP. Autor licznych publikacji, w tym: „Wielki Renesans. Chińska transformacja i jej konsekwencje” (2018), „Złota Ziemia roni łzy. Esej birmański” (nowe, rozszerzone wydanie, 2021) oraz „Węgierski syndrom Trianon” (2020). Komentator i ekspert często występujący w mediach, stale współpracuje z: dziennikiem „Rzeczpospolita”, portalami ObserwatorFinansowy.pl oraz www.nowakonfederacja.pl.

Chiny ogłosiły, że do 2060 r. osiągną neutralność węglową. W ciągu ostatnich kilku lat udało im się znacznie zredukować zanieczyszczenie powietrza w największych miastach, a obecnie niezwykle dynamicznie inwestują w zielone technologie. Stają się światowym liderem energetyki słonecznej i wiatrowej oraz najważniejszym rynkiem produkcji i zbytu samochodów elektrycznych. Kraj, który przez lata był jednym z największych światowych trucicieli, przeobraża się na naszych oczach. Co te procesy znaczą dla świata? Czy Chiny rzeczywiście wkroczyły na drogę zielonej rewolucji i czy się z niej nie cofną?

Podczas dyskusji z prof. Zbigniewem Karaczunem z Katedry Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW i Oskarem Kulikiem, specjalistą ds. polityki klimatyczno-energetycznej w Fundacji WWF Polska, przyglądamy się problemowi zanieczyszczenia środowiska oraz roli Chin w kształtowaniu globalnej polityki klimatycznej. Zastanawiamy się, z czego wynikają chińskie przemiany, co je napędza i kształtuje oraz jakie mogą być ich efekty. Rozmawiamy również o tym, czy zielone technologie mogą się stać kluczowymi sektorami gospodarki i czy czynniki ekonomiczne oraz światowa rywalizacja technologiczna w obszarze ochrony środowiska mogą wpłynąć pozytywnie na klimat. Spotkanie prowadzi dr hab. Marcin Jacoby, prof. Uniwersytetu SWPS, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

 

Webinar z cyklu „Projekt Azja” dostępny jest m.in. na kanale Strefy Kultur na YouTubie, gdzie poszczególne sygnatury czasowe przedstawione poniżej przenoszą w opisany fragment nagrania:

04:07 – Jak wygląda obecna sytuacja klimatyczna na świecie w odniesieniu do państw, które osiągnęły wysoki poziom rozwoju gospodarczego (Chiny, Stany Zjednoczone, Europa)?
11:48 – Ewolucja sytuacji klimatycznej w Chinach i jej wpływ na resztę świata
29:05 – Czy doraźne cele polityczne i ekonomiczne państw mogą pomóc w ochronie klimatu?
43:49 – Jak ważna jest rola państwa i odgórnych decyzji politycznych w kwestii ochrony środowiska?
48:30 – Jakie akcje podejmowane są przez Chiny w celu uzyskania neutralności klimatycznej?
01:01:17 – Jak w Chinach rozwija się kwestia energetyki jądrowej?
01:04:01 – Jak hodowla przemysłowa zwierząt i wzrost konsumpcji mięsa w Chinach wpływa na zmiany klimatyczne?
01:06:47 – Jaki jest poziom zrozumienia problemów klimatycznych w społeczeństwie chińskim?

Podcastu można też posłuchać na Spotify:

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/polityka-klimatyczna-i-zielona-energia-w-chinach-dr/id1486199502?i=1000514202669
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/9dbfc19d-fd76-4d47-b6bc-387d747ecb5d?_lst

Interesujesz się kulturą? Dołącz do innych w grupie Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS na Facebooku.

 

Cykl webinarów „Projekt Azja”

Kraj Kwitnącej Wiśni, Huawei i 5G, Kim Jong Un oraz orientalna kuchnia. Czy istnieje Azja bez uproszczeń i stereotypów? Jak odkryć jej prawdziwe oblicze, które nieczęsto zobaczymy w mediach? Cykl Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” przybliża najważniejsze zjawiska i procesy, jakie zachodzą obecnie w Chinach, na Półwyspie Koreańskim oraz w Japonii. Podczas każdego spotkania poruszamy inny temat i przyglądamy się obecnemu obliczu Dalekiego Wschodu oraz jego specyficznym uwarunkowaniom. Cykl „Projekt Azja” prowadzi prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, który do wspólnej dyskusji zaprasza badaczy, ekspertów i praktyków zajmujących się Azją.

Zbigniew Karaczun

dr hab. inż. Zbigniew Karaczun, prof. SGGW
gość

Profesor w Katedrze Ochrony Środowiska i Dendrologii SGGW w Warszawie (Wydział Ogrodnictwa, Biotechnologii i Architektury Krajobrazu). Specjalista w zakresie zarządzania ochroną środowiska oraz polityki ekologicznej. Prowadzi badania dotyczące polityki ekologicznej, integracji jej celów do polityki rolnej, strategii rozwoju gospodarczego oraz procesu europeizacji polskiej polityki ochrony środowiska i zarządzania ochroną środowiska. Autor i współautor ponad 350 publikacji. Politykę klimatyczną bada od 1992 r., uczestniczył w większości konferencji stron Konwencji Klimatycznej. W 1994 r. współtworzył Climate Action Network Central and Eastern Europe (CAN CEE), a w latach 1994–1998 był jej dyrektorem. Współzałożyciel polskiej organizacji ekologicznej Koalicja Klimatyczna, od 2003 r. ekspert odpowiedzialny za prowadzenie Sekretariatu Koalicji Klimatycznej.

Oskar Kulik

Oskar Kulik
gość

Specjalista ds. polityki klimatyczno-energetycznej w Fundacji WWF Polska, doktorant w Szkole Doktorskiej Nauk Społecznych UW (kierunek socjologia). W swojej pracy zawodowej skupia się na politykach związanych z przybliżaniem nas do osiągnięcia neutralności klimatycznej. Prowadził projekt „Zeroemisyjna Polska 2050” skupiający interesariuszy z organizacji pozarządowych, biznesu i sektora publicznego w dyskusji na temat osiągnięcia przez Polskę neutralności klimatycznej. Dzięki niemu zostały zaproponowane rekomendacje w sektorze transportu, energetyki, budownictwa oraz rolnictwa i leśnictwa.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Od czasu tragedii promu Sewol (2014) i masowych protestów świec (2016/2017) Republika Korei przechodzi polityczną i społeczną metamorfozę. Na przekór światowym trendom zmiany idą w kierunku wzmocnienia demokracji i transparentności państwa. Na tej drodze jest jednak wiele pułapek i nagłych zwrotów akcji. Spotkanie jest poświęcone fascynującym wydarzeniom kilku ostatnich lat; doświadczenia Republiki Korei mogą się okazać cenną lekcją dla Polski w kontekście obecnych wyzwań polityczno-społecznych. Dowiadujemy się, czym może skutkować wszechwładność prokuratury oraz monopolizacja mediów, a także jak wielką siłą okazuje się społeczeństwo obywatelskie. Dr Jakub Taylor, koreanista, oraz prof. Marcin Jacoby, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, opowiadają o walkach politycznych, manipulacjach, fake newsach oraz wyzwaniach społecznych i gospodarczych w państwie, które jest azjatyckim trendsetterem i jednym ze światowych liderów technologicznych.

 

Webinar z cyklu „Projekt Azja” dostępny jest m.in. na kanale Strefy Kultur na YouTubie, gdzie poszczególne sygnatury czasowe przedstawione poniżej przenoszą w opisany fragment nagrania:

01:42 – Najważniejsze wydarzenia, które zbudowały obecną sytuację społeczną w Korei Południowej. 
04:35 – Czy obserwując Koreę Południową można przewidzieć, co w kontekście przemian społecznych zdarzy się w Polsce? 
06:22 – Obraz polityczny Korei Południowej.
13:19 – Znaczenie masowych protestów świec (2016/2017) dla społeczeństwa Republiki Korei.
17:43 – Mun Dze In, Cho Kuk i próba poprawy systemu korupcyjnego w Korei.
31:56 – Transfer społeczny Korei Południowej – polityka Mun Dze Ina.
38:29 – Realia gospodarki koreańskiej.
48:53 – Dyskurs medialny w Korei Południowej – antyrządowy vs wspierający politykę Mudz Dze Ina.
59:50 – Wybory prezydenckie w 2022 r. – kto ma szansę je wygrać?

Podcastu można też posłuchać na Spotify:

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/korea-po%C5%82udniowa-polityka-media-i-spo%C5%82ecze%C5%84stwo-obywatelskie/id1486199502?i=1000508356640
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/89b308a5-3b7a-4963-b2f4-c3933b1840c3?_lst

 

Cykl webinarów „Projekt Azja”

Kraj Kwitnącej Wiśni, Huawei i 5G, Kim Jong Un oraz orientalna kuchnia. Czy istnieje Azja bez uproszczeń i stereotypów? Jak odkryć jej prawdziwe oblicze, które nieczęsto zobaczymy w mediach? Cykl Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” przybliża najważniejsze zjawiska i procesy, jakie zachodzą obecnie w Chinach, na Półwyspie Koreańskim oraz w Japonii. Podczas każdego spotkania poruszamy inny temat i przyglądamy się obecnemu obliczu tej części świata oraz jej specyficznym uwarunkowaniom. Cykl „Projekt Azja” prowadzi prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, który do wspólnej dyskusji zaprasza badaczy, ekspertów i praktyków zajmujących się Azją.

258 Jakub Taylor

dr Jakub Taylor
gość

Koreanista zajmujący się historią i archeologią Korei oraz relacjami koreańsko-japońskimi. Pierwszy Europejczyk ze stopniem doktora Wydziału Historycznego Uniwersytetu Seulskiego (Zakład Historii Koreańskiej). Do 2019 r. pracował na stanowisku badawczym w Academy of East Asian Studies na Uniwersytecie Sungkyun Kwan w Seulu. Po kilkunastoletnim pobycie w Korei wrócił do Polski. Prowadzi zajęcia w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ oraz w Zakładzie Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Przyzwyczailiśmy się do dość prostego przekazu o Korei Północnej (czyli Koreańskiej Republiki Ludowo-Demokratycznej, KRLD) w naszych mediach. Przedziwny, totalitarny reżim, na którego czele stoi nieobliczalny wódz dążący do wywołania wojny atomowej. Zniewoleni obywatele żyjący w biedzie, kompletnej niewiedzy o świecie zewnętrznym i fanatycznym, niezrozumiałym kulcie jednostki. Defilady wojskowe, spektakularne choreografie na stadionach z udziałem setek idealnie wyszkolonych zawodników, czerwone sztandary i gigantyczne socrealistyczne pomniki. Oto Korea Północna dostępna nam w wiadomościach ze świata i filmach dokumentalnych. Pisze prof. Marcin Jacoby, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Docierają do nas strzępy informacji, które ten wizerunek mają wzmocnić: pogłoski o utajnionej, nagłej śmierci Wodza, domniemania, że schedę po nim przejmie jego siostra, widowiskowe wysadzenie biura łącznikowego w strefie Kaesong, groźby pod adresem Korei Południowej (czyli Republiki Korei). I odpowiedź społeczności międzynarodowej: „będziemy nadal żądać denuklearyzacji Półwyspu”, „wojska amerykańskie gwarantem pokoju”, „utrzymanie sankcji ONZ jako jedyny kaganiec na nieobliczalny reżim”.

Rzadko zadajemy sobie podstawowe pytanie: o co właściwie w tym wszystkim chodzi? Korea Północna to technologicznie zacofane i ekonomicznie mizerne państwo o zaledwie 25 milionach obywateli. Mimo to uparcie domaga się międzynarodowej atencji, a program nuklearny, który reżim Kima do końca 2017 roku intensywnie rozwijał, miał być najważniejszym narzędziem zapewniającym uwagę świata i główną kartą przetargową w rozmowach z USA: największym wrogiem i jednocześnie kluczowym adwersarzem dyplomatycznym Korei Północnej. Wbrew potocznym narracjom, reżim potrzebuje tego dialogu i jest daleki od autodestrukcyjnych zapędów – wie, że nie ma żadnych szans w jakimkolwiek starciu ze Stanami Zjednoczonymi. Czy rzeczywiście stanowi zagrożenie militarne dla regionu Azji? To kwestia, o której analitycy nie wypowiadają się tak jednoznacznie, jak dziennikarze i telewizyjni komentatorzy. Nieobliczalność reżimu podkreśla administracja amerykańska i rząd japoński, zaś zupełnie inne opinie można usłyszeć z Seulu, Pekinu czy Moskwy.

Z powodu międzynarodowych sankcji Korei Północnej bardzo trudno jest prowadzić wymianę handlową z większością państw świata. Właściwie tylko z Chinami utrzymuje bliższe relacje gospodarcze. Sytuacja ta od lat blokuje nie tylko ambicje rozwoju rodzimych gałęzi przemysłu w KRLD, lecz także możliwości inwestycji z zagranicy, szczególnie Korei Południowej, która intensywnie o to zabiega. Sankcje w żaden sposób nie wpływają pozytywnie na politykę reżimu Kima, jest dokładnie odwrotnie: im większa zagraniczna presja polityczna i gospodarcza, tym bardziej bojowa retoryka Korei Północnej względem Stanów Zjednoczonych i Japonii. I choć ostatnio dostało się też Korei Południowej, nie ona jest adresatem twardych słów północnokoreańskiej propagandy.

Pokój na Półwyspie Koreańskim, a tym bardziej perspektywa zjednoczenia Korei, wiążą się z niebezpieczeństwem utraty przez USA ważnego argumentu politycznego do utrzymania swojej obecności pod nosem Chin i kluczowego przyczółku w regionie – Korea Południowa staje się coraz bardziej asertywna i już teraz wymyka się powoli z objęć amerykańskiej dominacji.

Obraz zaczyna się jeszcze bardziej komplikować, gdy spojrzymy na karty historii. Nie zawsze pamiętamy, że Półwysep Koreański zamieszkuje jeden naród posługujący się jednym językiem, który został zupełnie sztucznie podzielony na dwa państwa. To relikt zimnowojennego podziału świata dokonanego przez USA i ZSRR po zakończeniu drugiej wojny światowej. Wietnamowi udało się zjednoczyć mimo tragedii wojny z USA, Niemcy przeszły przez proces unifikacji dużo później, ale za to całkowicie pokojowo, a Półwysep Koreański jest wciąż podzielony. Wojna koreańska (1950-1953) zakończyła się tymczasowym zawieszeniem broni podpisanym przez przedstawicieli Korei Północnej, Chin i USA. Korea Południowa nie była stroną tych ustaleń, gdyż nie miała w tym konflikcie osobowości prawnej – stanowiła zaledwie część antykomunistycznych sił dowodzonych przez Amerykanów pod sztandarami ONZ. Do dziś nie podpisano traktatu pokojowego, czego od 1975 roku domaga się… Korea Północna i czemu sprzeciwia się USA.

Tę amerykańską pozycję możemy zrozumieć dopiero wtedy, gdy spojrzymy na sytuację z perspektywy geopolitycznej. Amerykańskie wojska stacjonujące w Korei Południowej i Japonii liczą ponad 80 tysięcy żołnierzy (54 tysiące w Japonii i 28 tysięcy w Korei). Nie wydaje się, by stacjonowały tam jedynie po to, by chronić świat przed Koreą Północną. Reżim Kima jest raczej wygodnym pretekstem dla amerykańskiej obecności militarnej i dyplomatycznej skierowanej przeciwko Chinom. To one w regionie Azji Wschodniej przejęły rolę największego rywala USA i ich rosnąca potęga gospodarcza bardzo się Amerykanom nie podoba. Pokój na Półwyspie Koreańskim, a tym bardziej perspektywa zjednoczenia Korei, wiążą się z niebezpieczeństwem utraty przez USA ważnego argumentu politycznego do utrzymania swojej obecności pod nosem Chin i kluczowego przyczółku w regionie – Korea Południowa staje się coraz bardziej asertywna i już teraz wymyka się powoli z objęć amerykańskiej dominacji. Na koniec nie zapomnijmy też o tym, że na obecności wojskowej w regionie amerykański przemysł obronny od lat świetnie zarabia.

Okazuje się więc, że i dla USA, i dla Japonii utrzymanie status quo na Półwyspie Koreańskim jest politycznie wygodne.

Najmniej słychać o poczynaniach Japonii względem Półwyspu, a działa bardzo intensywnie, choć raczej zakulisowo. Japońska dyplomacja koncentruje się na podkreślaniu zagrożenia ze strony Korei Północnej, konieczności nieustępliwości w negocjacjach i utrzymania sankcji gospodarczych. A wiadomo, że taka polityka blokuje jakiekolwiek postępy w rozmowach. Kluczem do zrozumienia tego stanowiska jest rywalizacja ekonomiczna i technologiczna Japonii z Koreą Południową, która już teraz w wielu obszarach zaczyna dominować, a w toku tlącej się od wielu miesięcy wojny gospodarczej pomiędzy tymi krajami, stopniowo uniezależnia się od gospodarki japońskiej. Otwarcie reżimu Kima na inwestycje i współpracę z Seulem pogłębiłoby te trendy i byłoby potężnym zastrzykiem dla gospodarki Południa. Zjednoczenie Półwyspu w dłuższej perspektywie doprowadziłoby do powstania państwa dużo silniejszego niż obecna Korea Południowa, z szerokimi perspektywami rozwoju. Japonia nie chce do tego dopuścić, wie również, że niewyrównane rachunki krzywd drugiej wojny światowej blokują jej drogę do współpracy ekonomicznej z Koreą Północną, która nie jest zainteresowana żadnym dialogiem z Japonią.

Okazuje się więc, że i dla USA, i dla Japonii utrzymanie status quo na Półwyspie Koreańskim jest politycznie wygodne. Jeśli zgodzimy się z tą tezą, dużo łatwiej będzie nam zrozumieć, dlaczego bezprecedensowe ocieplenie relacji Północ-Południe w latach 2018-2019 i proaktywna polityka pojednawcza prezydenta Korei Południowej, Mun Dze Ina, nie przełożyły się na postępy w negocjacjach Północy z USA i dlaczego podczas szczytu Trump – Kim w Hanoi w styczniu 2019 roku John Bolton postawił Korei Północnej zaskakujący warunek bezwarunkowego i całkowitego rozbrojenia, którego nawet teoretycznie nie byłaby w stanie spełnić. To cofnęło obydwie strony do punktu wyjścia i od niemal roku trwa impas. Korea Północna nie wznowiła programu nuklearnego i na razie wciąż czeka. Cały czas domaga się formalnego zakończenia wojny koreańskiej sprzed ponad 70 lat i dopuszczenia do handlu międzynarodowego. Jedyną stroną, która może spełnić obydwa te oczekiwania, jest USA i nie zanosi się na razie na to, by było do tego skłonne.

258 marcin jacoby

O autorze

Prof. Marcin Jacoby – sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

W Chińskiej Republice Ludowej obecnych jest 56 narodowości. Jaka jest więc historia pojęcia „naród chiński”? Czym się charakteryzuje diaspora chińska na świecie i jakie są jej relacje z ojczyzną? Na czym polega złożona tożsamość Chińczyków na Tajwanie? Gdzie sięgają kolonialne korzenie Hongkongu? Dlaczego w Hongkongu od 1997 r. rośnie liczba Chińczyków z kontynentu oraz jak to wpływa na turystykę, handel i kulturę tego regionu? „Rewolucja Parasolek” i protesty w latach 2019–2020 – jak mieszkańcy Hongkongu walczą o demokrację? W końcu – jaka będzie przyszłość Hongkongu?

Podczas pierwszego spotkania w nowym cyklu Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” na te pytania odpowiada Mirosław Adamczyk – w latach 2014–2019 Konsul Generalny RP w Hongkongu, oraz Włodzimierz Cieciura – historyk, badacz chińskojęzycznych muzułmanów i tożsamości chińskich. Spotkanie poprowadził Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/hongkong-i-chiny-zderzenie-dw%C3%B3ch-to%C5%BCsamo%C5%9Bci-m-adamczyk/id1486199502?i=1000488552314
  • https://open.spotify.com/episode/3nubsHt1yNxIZwYh99JgkS
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/34485e5b-ba6f-4bce-9c13-636216c9a54f?_lst/li>

 

258 Mirosław Adamczyk

Mirosław Adamczyk
gość

W latach 2014–2019 Konsul Generalny RP w Hongkongu, z wykształcenia prawnik. Od ponad 30 lat związany zawodowo z sektorem publicznym, samorządem terytorialnym od chwili jego powstania, a także z administracją rządową.

258 Włodzimierz Cieciura

Włodzimierz Cieciura
gość

Historyk, badacz chińskojęzycznych muzułmanów i tożsamości chińskich, adiunkt w Zakładzie Sinologii Uniwersytetu Warszawskiego.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Wizerunek Korei Północnej, jaki kreują media, to przede wszystkim Kim Dzong Un – szaleńczy dyktator – gotowy, by nacisnąć guzik bomby atomowej i zgładzić świat. Jak naprawdę wygląda życie w dzisiejszej Korei Północnej? Czy reżim zaczyna się liberalizować? Relacje między dwiema Koreami to niełatwe braterstwo – komu zależy na pokoju na Półwyspie Koreańskim i zjednoczeniu wielkich mocarstw? Jak ostatnie napięcia na linii USA – Chiny wpływają na sytuację na Półwyspie? Czy jest szansa na trwały pokój w tym regionie? Jaką rolę pełni tu Japonia – cichy influencer?

O tym wszystkim rozmawiają Emil Truszkowski – znawca Korei Północnej i Japonii, założyciel kanału Pozdro z KRLD, Oskar Pietrewicz – analityk programu „Azja i Pacyfik” w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych, oraz prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/korea-p%C3%B3%C5%82nocna-czyli-o-co-w%C5%82a%C5%9Bciwie-chodzi-kim-dzong/id1486199502
  • https://open.spotify.com/episode/4EMGTRKIluWBlPHwZn8R7H
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/001f812d-14a7-4ac9-b2de-d086c09e1003?_lst

 

258 Emil Truszkowski

Emil Truszkowski
gość

YouTuber, bloger, podróżnik, znawca Korei Północnej i Japonii. Założyciel kanału Pozdro z KRLD, gdzie opowiada o podróżach do Korei Północnej – kraj ten odwiedził w ciągu kilku ostatnich lat dziewięć razy.

258 Oskar Pietrewicz

Oskar Pietrewicz
gość

Analityk programu „Azja i Pacyfik” w Polskim Instytucie Spraw Międzynarodowych. Specjalizuje się w zagadnieniach dotyczących bezpieczeństwa międzynarodowego w Azji Wschodniej, zwłaszcza na Półwyspie Koreańskim.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Sumo, Fudżi, buddyzm i wiśnia jako drzewo narodowe. Czas dowiedzieć się o Japonii czegoś więcej. Jaka jest sytuacja polityczna Japonii w regionie Azji Wschodniej? Jak wyglądają relacje tego kraju z sąsiadami? Co łączy trzech kluczowych partnerów w regionie: Japonię, Koreę i Chiny? Jaka jest siła japońskiego soft power? Jak ważny jest dla Japonii bliski sojusz z USA? Dlaczego relacje między Japonią a Republiką Korei są tak napięte? Na ile istotne w japońskim dyskursie politycznym są spory terytorialne z Rosją, Chinami i Republiką Korei? Czy w Japonii odradzają się aspiracje imperialne sprzed wieku? O tym wszystkim dyskutują: dr Olga Barbasiewicz – politolożka i japonistka, oraz prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/strefa-kultur-uniwersytetu-swps/id1486199502
  • https://open.spotify.com/episode/4IH66qMHwhod6cNfCfRVgB
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/c0ced38c-4edc-447c-9249-b4bd187bfa8d?_lst

 

Cykl webinarów „Projekt Azja”

Kraj Kwitnącej Wiśni, Huawei i 5G, Kim Jong Un oraz orientalna kuchnia. Czy istnieje Azja bez uproszczeń i stereotypów? Jak odkryć jej prawdziwe oblicze, które nieczęsto zobaczymy w mediach? Cykl Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” przybliża najważniejsze zjawiska i procesy, jakie zachodzą obecnie w Chinach, na Półwyspie Koreańskim oraz w Japonii. Podczas każdego spotkania poruszamy inny temat i przyglądamy się obecnemu obliczu tej części świata oraz jej specyficznym uwarunkowaniom. Cykl „Projekt Azja” prowadzi prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, który do wspólnej dyskusji zaprasza badaczy, ekspertów i praktyków zajmujących się Azją.

258 Olga Barbasiewicz

Dr Olga Barbasiewicz
gość

Politolożka i japonistka. Specjalizuje się w polityce pamięci i stosunkach międzynarodowych w Azji Wschodniej oraz najnowszej historii regionu. Laureatka Stypendium dla Wybitnych Młodych Naukowców MNiSW na lata 2018–2021. Jej strona na Facebooku »

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Wejście na nowe rynki, rozbicie bloku komunistycznego czy zmiana systemowa i budowa demokracji w Państwie Środka – jakie były amerykańskie cele zaangażowania w Chinach po 1972 r. oraz chińskie priorytety współpracy z USA? Czy amerykańska współpraca gospodarcza z Chinami do 2017 r. przyniosła obopólne korzyści czy raczej systemową nierównowagę? Czy Chińczycy wykorzystali amerykańską naiwność i nadużyli zasad wolnego handlu? Uderzenie w wymianę handlową, transfer technologii, wymianę naukową i edukację – jakie konsekwencje przyniosła zmiana reguł gry Donalda Trumpa? Jakie są motywy amerykańskich decyzji strategicznych? Czy obecny stan amerykańsko-chińskiej rywalizacji to walka o globalną supremację ekonomiczną czy zderzenie kultur i ideologii? Jak ten konflikt jest interpretowany w Chinach, a jak w USA? Jaka będzie przyszłość relacji USA–Chiny w przypadku reelekcji Donalda Trumpa, a jaka jeśli Amerykanie na prezydenta wybiorą Joe Bidena? Na te pytania odpowiadają Michał Baranowski – ekspert ds. amerykańskiej polityki zagranicznej, relacji transatlantyckich i NATO, oraz prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/japonia-i-jej-polityka-w-azji-wschodniej-olga-barbasiewicz/id1486199502?i=1000494456824
  • https://open.spotify.com/episode/0fBCNhZKCOxTEqGrdnuBn7
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/827715eb-0988-4dae-bbf7-796c233ba2ec?_lst

 

Cykl webinarów „Projekt Azja”

Kraj Kwitnącej Wiśni, Huawei i 5G, Kim Jong Un oraz orientalna kuchnia. Czy istnieje Azja bez uproszczeń i stereotypów? Jak odkryć jej prawdziwe oblicze, które nieczęsto zobaczymy w mediach? Cykl Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” przybliża najważniejsze zjawiska i procesy, jakie zachodzą obecnie w Chinach, na Półwyspie Koreańskim oraz w Japonii. Podczas każdego spotkania poruszamy inny temat i przyglądamy się obecnemu obliczu tej części świata oraz jej specyficznym uwarunkowaniom. Cykl „Projekt Azja” prowadzi prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, który do wspólnej dyskusji zaprasza badaczy, ekspertów i praktyków zajmujących się Azją.

258 Olga Barbasiewicz

Michał Baranowski
gość

dyrektor warszawskiego oddziału German Marshall Fund, odpowiedzialny za strategię GMF w Polsce, pozostałych państwach Grupy Wyszehradzkiej oraz republikach bałtyckich. Ekspert do spraw amerykańskiej polityki zagranicznej, relacji transatlantyckich i NATO, występujący w najważniejszych mediach światowych.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Religia w Chińskiej Republice Ludowej (ChRL) od stuleci jest zdominowana przez taozim, konfucjanizm i buddyzm. To trzy systemy religijne, które ukształtowały chińską kulturę. Jaka zatem rysuje się historia chrześcijaństwa w Chinach – od nestorian i misjonarzy jezuickich po współczesność? Jak szeroki jest zasięg chrześcijaństwa w dzisiejszej ChRL i czy statystyki mówiące o liczbie wiernych pokrywają się z rzeczywistością? Jakie są rodzaje zborów i społeczności chrześcijańskich? Jak wygląda polityka Chin względem chrześcijan i jakie są relacje tego kraju z Watykanem? Jaka jest obecna sytuacja chińskich wyznawców Chrystusa w kościołach oficjalnych i podziemnych? Podczas webinaru rozmawiają o tym: dr Marek Tylkowski – kulturoznawca z Uniwersytetu SWPS zajmujący się m.in. chińską religijnością, Maria Magdalena Sztuka – sinolog, tłumaczka, redaktorka naczelna kwartalnika „Chiny Dzisiaj”, oraz prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/chrze%C5%9Bcija%C5%84stwo-w-chinach-pomi%C4%99dz[%E2%80%A6]wiar%C4%85-wolno%C5%9Bci%C4%85/id1486199502?i=1000502242725
  • https://open.spotify.com/episode/28ACfeLn5BgemqGVx8h379?si=wdMYfH-3RcSyt_2ozGGmFg
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/32585129-5cf3-4bb6-a311-113c700898d9?_lst

 

Cykl webinarów „Projekt Azja”

Kraj Kwitnącej Wiśni, Huawei i 5G, Kim Jong Un oraz orientalna kuchnia. Czy istnieje Azja bez uproszczeń i stereotypów? Jak odkryć jej prawdziwe oblicze, które nieczęsto zobaczymy w mediach? Cykl Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” przybliża najważniejsze zjawiska i procesy, jakie zachodzą obecnie w Chinach, na Półwyspie Koreańskim oraz w Japonii. Podczas każdego spotkania poruszamy inny temat i przyglądamy się obecnemu obliczu tej części świata oraz jej specyficznym uwarunkowaniom. Cykl „Projekt Azja” prowadzi prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, który do wspólnej dyskusji zaprasza badaczy, ekspertów i praktyków zajmujących się Azją.

258 Marek Tylkowski

dr Marek Tylkowski
gość

Doktor nauk o kulturze i religii z Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS. W pracy naukowej najbardziej poświęca się historii myśli chińskiej przełomu XIX i XX w. Bada relacje między kulturą zachodnią a chińską, recepcję myśli chińskiej na Zachodzie oraz recepcję chrześcijaństwa w Chinach. Zajmuje się antropologią kulturową w kontekście chińskim, szczególnie jeśli chodzi o sposób rozumienia jednostki, twarz, relacje międzyludzkie itp.

258 Maria Magdalena Sztuka

Maria Magdalena Sztuka
gość

Sinolog, polonistka, tłumaczka, doktorantka UJ, redaktorka naczelna kwartalnika „Chiny Dzisiaj” poświęconego religiom w Chinach, ze szczególnym uwzględnieniem chrześcijaństwa i katolicyzmu. Członkini Stowarzyszenia Sinicum im. Michała Boyma działającego na rzecz chińskich katolików. Uczestniczka dwóch kolokwiów chińskich w Polsce i Niemczech, dotyczących wyzwań ewangelizacji i sytuacji Kościoła katolickiego w Chinach. Swoją pracę licencjacką poświęciła sporowi akomodacyjnemu.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Tajwan to wyspa zamieszkana przez ludność chińską, od 1949 r. oddzielona od kontynentu nie tylko geograficznie, lecz także politycznie. Zgodnie z doktryną „jednych Chin” Republika Chińska na Tajwanie przez zdecydowaną większość krajów świata nie jest oficjalnie uznawana za byt państwowy. Kim czują się Tajwańczycy i jak postrzegają swoje relacje z Chińską Republiką Ludową i jej obywatelami? Co się zmieniło w wyniku protestów w Hongkongu? Jak wygląda obecna sytuacja polityczna Tajwanu i jak wpływa na życie jego mieszkańców? Jakie są typowe cechy kultury tajwańskiej i gdzie Tajwańczycy widzą się za dwadzieścia lat? Między innymi te pytania są głównymi tematami dyskusji o obecnej sytuacji politycznej i nastrojach społecznych na Tajwanie oraz o tajwańskiej tożsamości. Rozmawiają dr Maciej Gaca – sinolog i dyplomata, oraz prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

  • https://podcasts.apple.com/pl/podcast/tajwan-spo%C5%82ecze%C5%84stwo-sytuacja-politycz[%E2%80%A6]na-i-przysz%C5%82o%C5%9B%C4%87/id1486199502?i=1000506205503
  • https://open.spotify.com/episode/3KHrG9MXd3YYgKfEEAGYlL?si=MU52P6RJRv6xvprbMg36eA
  • https://lectonapp.com/pl/audiobook/361a8e77-bda8-4401-ad08-b6756883daac?_lst

 

Cykl webinarów „Projekt Azja”

Kraj Kwitnącej Wiśni, Huawei i 5G, Kim Jong Un oraz orientalna kuchnia. Czy istnieje Azja bez uproszczeń i stereotypów? Jak odkryć jej prawdziwe oblicze, które nieczęsto zobaczymy w mediach? Cykl Strefy Kultur Uniwersytetu SWPS „Projekt Azja” przybliża najważniejsze zjawiska i procesy, jakie zachodzą obecnie w Chinach, na Półwyspie Koreańskim oraz w Japonii. Podczas każdego spotkania poruszamy inny temat i przyglądamy się obecnemu obliczu tej części świata oraz jej specyficznym uwarunkowaniom. Cykl „Projekt Azja” prowadzi prof. Marcin Jacoby – kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, sinolog i popularyzator wiedzy o Azji, który do wspólnej dyskusji zaprasza badaczy, ekspertów i praktyków zajmujących się Azją.

258 Maciej Gaca

dr Maciej Gaca
gość

sinolog, dyplomata, założyciel i pierwszy dyrektor Instytutu Konfucjusza przy Uniwersytecie Adama Mickiewicza w Poznaniu. Założyciel i pierwszy dyrektor Instytutu Polskiego w Pekinie, w latach 2015–2019 dyrektor generalny Biura Polskiego w Tajpej.

258 Marcin Jacoby

Prof. Marcin Jacoby
prowadzący

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

O protestach w Hongkongu głośno jest od ponad roku, kiedy mieszkańcy miasta po raz pierwszy od pięciu lat masowo wyszli na ulice. Gaz łzawiący i aresztowania, latająca kostka brukowa i koktajle mołotowa, zablokowane ulice i krzyczący tłum stały się nową rzeczywistością miasta, które do tej pory wydawało się zajęte bez reszty wielkim biznesem, słynną kuchnią i konsumpcyjnym stylem życia. Hongkong zmienił się nie do poznania – pisze o tym prof. Marcin Jacoby, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Hongkong walczy o demokrację

Początkowe żądania wycofania kontrowersyjnego projektu ustawy ekstradycyjnej zrodziły kolejne postulaty, a z nimi również nadzieje na wywalczenie większych swobód demokratycznych dla mieszkańców tej byłej brytyjskiej kolonii, która od 1997 r. funkcjonuje w Chinach na prawach Specjalnego Regionu Administracyjnego. Niestety, pokojowe demonstracje zostały szybko zdominowane przez niekończące się starcia pomiędzy coraz bardziej bezwzględną policją a stale radykalizującymi się młodymi protestantami.

Cztery z pięciu postulatów protestujących pozostało bez odpowiedzi władz. Po szturmie i dewastacji siedziby Rady Legislacyjnej przez młodych radykałów, wycofały się z forsowania ustawy ekstradycyjnej, jednak nie były już gotowe na dalsze ustępstwa. Protestujący również nie zamierzali wracać do domów. Kryzys pogłębiał się. Zapłonęły kampusy uniwersyteckie, do bijatyk i starć z policją dochodziło na stacjach metra, w centrach handlowych, nawet na lotnisku będącym główną bramą Hongkongu na świat, które ze względu na protestujących musiano zamknąć. Miasto ogarnął paraliż, a w niełatwym dialogu pomiędzy stronami konfliktu nastąpił wielomiesięczny impas.

Pandemia nie tłumi protestów

Pandemia koronawirusa nie wygasiła protestów, odrodziły się w czerwcu tego roku, gdy tylko można było znów wyjść na ulice. Władza miała jednak nową broń: OZPL, chiński odpowiednik parlamentu, przegłosowało w dalekim Pekinie przepisy dotyczące bezpieczeństwa, które weszły w życie w nocy z 30 czerwca na 1 lipca 2020 r. i które odebrały protestującym resztki nadziei na zwycięstwo. Choć w nowym prawie nie ma mowy o ekstradycji i sądzeniu w Chinach kontynentalnych, przepisy przewidują surowe kary na miejscu w Hongkongu za bardzo nieprecyzyjnie zdefiniowane przestępstwa przeciwko jedności Chin: separatyzm, próby obalenia władzy, terroryzm i współpracę z „obcymi siłami”. I tak się składa, że wiele działań i haseł protestujących wpisuje się w ogólne definicje tych pojęć. Doszło do kolejnych starć i kolejnych aresztowań, a zatrzymanym postawiono zarzuty już w oparciu o nowe przepisy.

Spróbujmy zrozumieć

Obserwatorowi z zewnątrz wiele elementów tej historii może wydawać się nie do końca zrozumiałych. Dlaczego protestujący nie skorzystali z wycofania się władzy z ustawy ekstradycyjnej i nie starali się zakończyć protestów wtedy, negocjując dla siebie możliwie najlepsze warunki? Dlaczego wysuwają coraz śmielsze żądania pełnej demokracji, a nawet niepodległości Hongkongu, choć ze strony władzy nie ma przestrzeni na żadne ustępstwa? Dlaczego masowe i długotrwałe protesty wybuchły teraz, choć od ponad 30 lat Hongkong stanowi część Chin? Co się właściwie stało z tym niegdyś spokojnym i do bólu pragmatycznym miastem, że jego mieszkańcy zdecydowali się na walkę, w której nie mają szans na zwycięstwo i która obraca ich dom w pole bitwy?

Sytuację w Hongkongu trudno zrozumieć bez odwołania się do historii tego niezwykłego miejsca oraz do złożonych kwestii kulturowej i narodowej tożsamości jego mieszkańców. Dumni ze zdobyczy cywilizacyjnych epoki kolonialnej oraz ze swojej odmienności światopoglądowej względem Chin kontynentalnych, Hongkongczycy z dużymi obawami obserwowali coraz wyraźniejszy wzrost obecności politycznej i kulturowej ChRL w swoim mieście. Napływ tysięcy turystów z Chin, rosnące wpływy Pekinu w mediach i wielkim biznesie, próby ingerencji w system edukacji i wreszcie stopniowe, ale jakże wymowne zmiany prawne – wszystko to powodowało przez ostatnie lata rosnący niepokój społeczności lokalnej. I choć gospodarka Hongkongu miała się nieźle, pojawiło się kilka oznak nadchodzących problemów: coraz większe koszty mieszkaniowe, pogłębiające się zubożenie osób o najniższych dochodach, duża konkurencja młodych ludzi na rynku pracy, niepewność, czy dla Hongkongu, który sukcesywnie traci swoją ekonomiczną pozycję względem Chin, jest jeszcze inna przyszłość niż bycie całkowicie wchłoniętym przez potężną gospodarkę ChRL.

Jaka przyszłość dla Hongkongu?

Podłożem protestów jest sprzeciw wobec rosnącej, kulturowej dominacji kontynentu oraz obawa o przyszłość stylu życia tej niegdysiejszej enklawy swobód obywatelskich. Niepokój odczuwany jest przede wszystkim przez ludzi młodych i to oni stanęli do beznadziejnej – jak się wydaje – walki z systemem. Ich protest jest manifestacją frustracji, niemocy i braku nadziei. Jest buntem, który trudno oceniać w kategoriach pragmatycznych, szczególnie dziś, gdy nowe przepisy zabierają protestującym resztki przestrzeni do legalnej, politycznej kontestacji. A na koniec jest znakiem, że z dumą ogłaszany w 1997 r. chiński model „jeden kraj, dwa systemy” po dwudziestu latach okazał się fikcją.

258 marcin jacoby

O autorze

Prof. Marcin Jacoby – sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Japonia jest w Polsce świetnie rozpoznawalna i cieszy się dobrym wizerunkiem, a japońska kultura i język wzbudzają niesłabnące zainteresowanie. Niełatwo jednak na podstawie docierających do nas informacji prasowych zrozumieć skomplikowaną naturę stosunków tego kraju z jego najbliższymi azjatyckimi sąsiadami: Chinami, Republiką Korei (Koreą Południową) i KRLD (Koreą Północną) – pisze o tym prof. Marcin Jacoby, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Skomplikowane relacje

Relacje kraju Kwitnącej Wiśni z tymi trzema państwami są złożone, a nierzadko bardzo napięte. Spory terytorialne, rywalizacja gospodarczo-technologiczna, a przede wszystkim nierozwiązane kwestie historyczne utrwalają i pogłębiają animozje na poziomie politycznym, ale i społecznym. Nastroje antyjapońskie są silne zarówno w społeczeństwie chińskim, jak i w obydwu państwach koreańskich. Jednocześnie nie brak podziwu dla japońskiego ładu społecznego, kultury osobistej Japończyków czy dokonań naukowo-technicznych. Jak tę mieszaninę sympatii i antypatii można wytłumaczyć?

Od „azjatyckich Wikingów” do liderów modernizacji

Do połowy XIX w. Japonia była obecna w azjatyckim obiegu kulturalnym przede wszystkim jako odbiorca, przez długie wieki czerpiący z bogactwa cywilizacyjnego szczególnie Chin, ale również Korei. Dalekie i niezdobyte japońskie wyspy słynęły z wojowników i piratów, którzy przez wieki nękali chińskie i koreańskie wybrzeża. Dopiero niezwykłe przemiany ery Meiji od 1868 r. przemieniły ten egzotyczny kraj „azjatyckich Wikingów” w lidera modernizacji; pod koniec XIX w. Japonia nagle przeistoczyła się w najbardziej rozwinięte państwo regionu. Właśnie tam udawali się chińscy i koreańscy studenci, aby zgłębiać nowoczesną naukę, uczyć się zachodniego prawa, poznawać nowe światowe trendy filozoficzno-społeczne. Na Japonii wzorowali się chińscy reformatorzy u schyłku cesarstwa, a z języka japońskiego zapożyczone zostały w języku chińskim i koreańskim dziesiątki terminów symbolizujących rozwój i nowoczesność takie, jak „demokracja” czy „ekonomia”.

Era wojny

Japońskie ambicje przełomu XIX i XX wieku – by wykorzystać doświadczenie nierównoprawnego potraktowania przez Stany Zjednoczone i przewodzić narodom Azji w rywalizacji z zachodnimi potęgami kolonialnymi – szybko przeobraziły się w politykę imperialną nakierowaną na podporządkowanie polityczne i gospodarcze całego regionu. Doprowadziło to do okupacji Korei (1910–45) i chińskiej Mandżurii (1931–1945) oraz drugiej wojny światowej w Azji (1937–1945) i na Pacyfiku (1941–1945). Fascynacja japońskim rozwojem w Chinach i Korei ustąpiła miejsca nienawiści, poczuciu krzywdy i głębokim ranom, jakie dają o sobie znać do dziś. W Chinach w centrum wojennej traumy leży Masakra Nankińska (1937) oraz oddawanie hołdu zbrodniarzom wojennym w świątyni Yasukuni w Tokio. W Korei tematów jest więcej, choć część z nich dotyczy w równej mierze ofiar chińskich i koreańskich: zmuszanie kobiet do prostytucji na rzecz armii japońskiej (tzw. comfort women), robotnicy przymusowi, eksperymenty medyczne na więźniach politycznych, inne zbrodnie okresu okupacji. Cieniem na relacjach w regionie kładą się również spory terytorialne Japonii z Chinami (wyspy Diaoyu/Senkaku) oraz Republiką Korei (wyspy Dokdo/Takeshima). Wynikają one w dużej mierze z braku historycznej wrażliwości w wytyczaniu powojennych granic w Azji Wschodniej przez jałtańskich zwycięzców – ZSRR, USA i Wielką Brytanię.

Azjatycki trendsetter

Po zakończeniu okupacji amerykańskiej (1945–1952) Japonia rozpoczęła nowy okres dynamicznego rozwoju ekonomicznego i technologicznego, tym razem w ścisłym sojuszu i ze wsparciem swojego niedawnego wroga na Pacyfiku. Kraj Kwitnącej Wiśni stał się liderem wzrostu gospodarczego, przemysłu motoryzacyjnego, produkcji sprzętu elektronicznego, nowoczesnego zarządzania i automatyzacji produkcji czy robotyki. Japonia znów zdominowała region Azji, stając się w latach 80. potęgą globalną. Temu niezwykłemu sukcesowi gospodarczemu towarzyszył rozkwit kultury popularnej (muzyka pop) czy mody. Japonia była bezdyskusyjnym azjatyckim trendsetterem, państwem, do którego historii sukcesu aspirował cały region.

Dyplomacja do poprawy

Ale ten okres również przeminął. Permanentna stagnacja ekonomiczna po amerykańskim uderzeniu w japońską walutę na początku lat 90. znacznie osłabiła gospodarczą pozycję Japonii w regionie. Brak sukcesów w rywalizacji technicznej z Republiką Korei i Chinami, na przykład na rynku telefonii komórkowej, moda na kulturę koreańską (Hallyu) czy niezwykły sukces modernizacyjny Chin to kolejne czynniki przyspieszające proces schodzenia Japonii z pozycji azjatyckiego lidera. Dziś kraj ten stoi przed całą serią wyzwań i znaków zapytania dotyczących jego roli i miejsca w Azji Wschodniej. Tym bardziej że najwięcej problemów w relacji z sąsiadami widać na polu dyplomacji.

Nacjonalistyczna, twarda polityka zagraniczna Partii Liberalno-Demokratycznej pod wodzą Abe Shinzo doprowadziła do pogorszenia niełatwych stosunków z Chinami i Republiką Korei na poziomie politycznym i społecznym. Pomiędzy 2011 a 2018 r. nie doszło do ani jednego spotkania liderów Chin oraz Japonii i dopiero w ostatnich dwóch latach relacje nieznacznie się ociepliły. Prezydent Moon Jae-in rządzący od 2017 r. w Republice Korei ani razu nie zaprosił premiera Japonii na oficjalną wizytę państwową, choć spotykali się kilkakrotnie przy różnych międzynarodowych okazjach dyplomatycznych. Od ponad roku trwa wojna gospodarcza pomiędzy tymi dwoma krajami, której tłem są nierozwiązane kwestie wojenne, a właściwą treścią – rywalizacja technologiczna. Jej konsekwencją są masowe bojkoty japońskich produktów w Republice Korei czy turystyki do Japonii.

Czy powrót do równowagi jest możliwy?

W mediach i dyskursie publicznym w Chinach i Korei Południowej wieje chłodem, a w Korei Północnej – jawną wrogością względem Japonii. Należy jednak na to patrzeć jako na pewien etap kształtowania się relacji w regionie. Kraj Kwitnącej Wiśni nie stracił bezpowrotnie swojej magii przyciągania, choć czasowo kwestie historyczne i polityczne zdają się całkowicie przyćmiewać sympatię i zaciekawienie tym krajem w oczach Chińczyków i Koreańczyków. Powrót do równowagi jest możliwy, choć wymagać będzie od Japończyków przeorientowania dyskursu politycznego. Bez powrotu do rzetelnej dyskusji o traumach drugiej wojny światowej i bez otwartości na budowanie relacji partnerskich przy akceptacji nowej równowagi sił w regionie będzie to trudne. A do stworzenia nowego ładu relacji w Azji Wschodniej konieczna jest wspólna wola wszystkich stron: Japończyków, Koreańczyków i Chińczyków.

258 marcin jacoby

O autorze

Prof. Marcin Jacoby – sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Jeszcze parę lat temu mało kto mógł przypuszczać, że świat zmieni się aż tak bardzo w ciągu zaledwie kilku miesięcy. Dziś żyjemy w nowej rzeczywistości postępującej deglobalizacji, której rytm wytycza nie tylko pandemia koronawirusa, ale przede wszystkim stan relacji między dwiema światowymi potęgami: Stanami Zjednoczonymi i Chinami. Zapraszamy do lektury analizy prof. Marcina Jacoby, kierownika Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Od ekonomicznej pustyni do pozycji groźnego rywala

Mimo różnic historycznych, politycznych i kulturowych obydwa państwa do niedawna działały w ekonomicznej symbiozie, wypracowywanej mozolnie od lat 70. XX wieku, kiedy nawiązane zostały wzajemne relacje dyplomatyczne i gospodarcze. Chiny były wtedy niemal ekonomiczną pustynią, którą amerykańskie pieniądze i technologia miały dopiero zacząć nawadniać. W latach 80. ruszyła chińska machina przemian wolnorynkowych, a z nią – nadzieje świata zachodniego, że stopniowe otwieranie się Chin na ekonomiczną współpracę niechybnie doprowadzi ten wielki kraj do demokracji. Nic bardziej mylnego – Państwo Środka wybrało własną drogę, łącząc elementy wolnego rynku, gospodarki planowej i autorytarnego systemu nazwanego „socjalizmem z chińską charakterystyką”. Dopóki Chiny rozwijały się jako centrum produkcji przemysłowej, a amerykańskie firmy na tym dobrze zarabiały, symbioza fabryki świata i globalnego mocarstwa wyglądała na udaną. Wszystko zaczęło się jednak stopniowo zmieniać, gdy wzrost gospodarczy i rozwój potencjału technicznego przeobraził Państwo Środka z amerykańskiego podwykonawcy w groźnego rywala.

Od dwóch lat jesteśmy świadkami zaostrzającej się walki, w której Chiny dążą do poszerzania swojego globalnego wpływu, a Stany Zjednoczone robią wszystko, by go ograniczyć. Działania amerykańskie zakrojone są na gigantyczną skalę i obejmują wiele obszarów: od technologii po media społecznościowe, od inwestycji po badania naukowe, od dyplomacji po wojskowość.

Huawei – troska o bezpieczeństwo czy obawa o chińską dominację

W centrum doniesień medialnych tkwi firma Huawei, oskarżana przez USA o współpracę z chińskimi służbami bezpieczeństwa oraz o ogólny brak przejrzystości w kwestiach zarządzania i własności. Amerykanom chodzi przede wszystkim o to, by zablokować lub przynajmniej ograniczyć jej dominację w obszarze infrastruktury i technologii 5G, gdzie żadna firma z USA nie jest w stanie z Huaweiem konkurować. To rodzi dwa pytania. Czy działania godzące w Huawei, ZTE i inne podobne firmy chińskie wynikają z troski o bezpieczeństwo danych, czy raczej z niepokoju, że firmy chińskie zdominują światowe rynki wysokich technologii, nie zostawiając przestrzeni amerykańskim graczom? A jeśli tak jest, jak pogodzić działania amerykańskie z zasadami wolnego rynku, propagowanymi w przez USA w świecie przez dziesiątki lat, zachęcając do otwartej, globalnej rywalizacji, w której wygrywa lepszy produkt i lepsza usługa?

Administracja Donalda Trumpa usiłuje ograniczyć sprzedaż mikroprocesorów do Chin. Amerykańskie firmy mają obecnie 45% udziałów w światowej produkcji tych komponentów, bez których nie obejdzie się żaden elektroniczny produkt. Chiny kontrolują zaledwie 5% tego rynku, technologicznie są zaś całkowicie zależne od partnerów zagranicznych. Odcięcie ChRL od dostaw mikroprocesorów jest więc sposobem na sparaliżowanie jednej z kluczowych gałęzi chińskiej gospodarki. I znów powraca pytanie: co z wolnym rynkiem? I czy uderzenie w Chiny nie zakłóci globalnych łańcuchów dostaw, którymi i tak poważnie wstrząsnęła już pandemia? Czy globalne koszty ekonomiczne spowalniania chińskiego postępu technologicznego mogą równoważyć zyski polityczne dla USA i ich sojuszników? I czy w dłuższej perspektywie wymuszone przez USA technologiczne usamodzielnienie się Chin nie zaszkodzi firmom amerykańskim? Już teraz ChRL uruchamia gigantyczne fundusze R&D, by w trybie ekspresowym zbudować rodzime technologie produkcji mikroprocesorów.

Ograniczenie wymiany naukowej

Podobne dylematy dotyczą prób oddzielenia chińskich badaczy od badań naukowych prowadzonych na amerykańskich uczelniach. Administracja Donalda Trumpa znacznie ograniczyła możliwości pracy chińskich badaczy w USA oraz utrudniła pozyskiwanie przez amerykańskich pracowników naukowych chińskich funduszy na prowadzenie badań. Niedawna seria dochodzeń i aresztowań w amerykańskim świecie naukowym objęła nie tylko domniemane przypadki szpiegostwa technologicznego czy kradzieży własności intelektualnej, lecz również zatajanie lub nieraportowanie przez rodzimych badaczy środków finansowych proweniencji chińskiej. Ten kij również ma dwa końce: ograniczenie wymiany naukowej pomiędzy dwoma krajami uderzy w amerykański potencjał badawczy i innowacyjność. Chińscy studenci i badacze na czołowych uczelniach w USA przynosili im nie tylko znaczne wpływy finansowe, ale i wyniki naukowe – wielu najbardziej uzdolnionych studentów chińskich właśnie tam realizowało swoje kariery badawcze, wchodząc w skład dziesiątek zespołów i publikując w najbardziej prestiżowych periodykach naukowych. Teraz duża część z nich zmuszona będzie wrócić do ChRL, gdzie zostaną przyjęci z otwartymi ramionami.

Cenzura i zakazy w wirtualnym świecie

Kolejną sferą zaostrzających się sporów jest internet. Chiny w ramach swojego szczelnego systemu całościowej cenzury internetu blokują Facebooka i znacznie utrudniają działanie takich gigantów jak Google. We wrześniu władze USA w odwecie spóźnionym o kilkanaście lat próbowały zakazać w swoim kraju korzystania z popularnych chińskich platform WeChat i TikTok. Decyzje uderzyłyby nie tylko w chińskich turystów w Stanach (a ci przed pandemią generowali ogromne zyski dla amerykańskiej branży turystycznej), ale i w setki tysięcy amerykańskich użytkowników tych aplikacji, szczególnie osób młodych. Na razie zakazy zostały wstrzymane przez amerykańskie sądy, ale sprawa nie jest zamknięta. Trudno winić Amerykanów za próbę zrównoważenia wzajemnego dostępu dostawców usług internetowych do odbiorców w Stanach Zjednoczonych i w Chinach. A jednak zakazy tylko pogłębiają podziały wirtualnego świata na chińską i amerykańską strefę wpływów i nie skłonią Chin do zwiększenia dostępności chińskiego internetu dla zagranicznych usługodawców.

Nowa zimna wojna?

Amerykańsko-chiński świat dzieli się coraz wyraźniej, a obydwa kraje odgradzają się od siebie na różne sposoby. Dobitnie pokazują to takie niedawne gesty, jak zamykanie konsulatów (chińskiego w Houston i amerykańskiego w Chengdu) czy utrudnianie pracy dziennikarzom (amerykańskie kontrole działalności agencji Xinhua i telewizji CGTV w USA, wydalenie z Chin 17 dziennikarzy pracujących dla czołowych mediów amerykańskich). Opisane tu zdarzenia w dziedzinie technologii, nauki, internetu i dyplomacji stanowią element szerszego procesu zwanego decouplingiem, czyli trwałym oddzieleniem. Używa się go najczęściej w kontekście gospodarczym, ale obejmuje – jak widać – również inne obszary. Wielu komentatorów mówi o nowej zimnej wojnie, z tym że w niektórych dziedzinach jest ona bardzo gorąca. Na tym nowym rodzaju konfliktu stracą wszystkie strony, nie tylko dwa mocarstwa gospodarcze. Gwałtownie postępująca deglobalizacja, nowe zakazy, rosnąca nieufność i wrogość – to wszystko zmienia również i nasze bezpośrednie środowisko. Zakłócenie rytmu światowej produkcji i handlu międzynarodowego wpływa na działanie polskich firm i na ogólny stan naszej gospodarki, a więc i na nasze życie.

258 marcin jacoby

O autorze
Prof. Marcin Jacoby

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Kiedy w latach 90. ubiegłego wieku do Polski zaczęli napływać coraz liczniej imigranci z Wietnamu, wraz z nimi pojawiło się u nas ao dai (właściwie áo dài, „długa suknia”), czyli kobiecy wietnamski strój narodowy: długa, rozcięta po bokach tunika ze stójką, wkładana na szerokie spodnie. O historii stroju, jego wariantach, a także tym, kto dziś go nosi, pisze dr Joanna Wasilewska – historyczka sztuki wykładająca w Zakładzie Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS, dyrektorka Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie.

Skąd się wzięło ao dai?

Ao dai, często opisywane jako ponadczasowe, wywodzi się z początku XIX w. Cesarze z dynastii Nguyen wprowadzili wówczas obowiązek noszenia strojów na wzór chiński, dokładnie zakrywających ciało. W 1828 r. Minh Mang zakazał kobietom noszenia spódnic i dekretem wprowadził znacznie bardziej przyzwoite – według ówczesnych konfucjańskich moralistów – spodnie. W drugiej połowie XIX w. wraz z kolonizatorami francuskimi pojawił się ubiór zachodni, przyjmowany początkowo głównie przez mężczyzn. Męskie ao dai odgrywało odtąd coraz mniejszą rolę, kobiece natomiast zrobiło ogromną karierę w ciągu ostatniego stulecia.

Wpływy kultury zachodniej

Do popularności ao dai wśród kobiet przyczyniły się hasła modernizacji i emancypacji, a także twórczość artystów działających na pograniczu tradycji rodzimej i zachodniej. Nguyen Cat Truong, znany pod francuskim pseudonimem Le Mur, rysownik, redaktor prasy ilustrowanej i projektant, w latach 30. XX w. łączył ao dai z zachodnimi detalami (np. falbankami) i nadawał mu obcisły, prowokujący krój. „Ao dai Le Pho” skojarzono natomiast z nazwiskiem jednego z najsłynniejszych malarzy wietnamskich, osiadłego od 1937 r. we Francji. Jego wyidealizowane postacie kobiece emanują wdziękiem, podkreślanym przez lekko dopasowany, gładki ubiór – wzór klasycznej elegancji. Ikoniczne obrazy To Ngoc Vana, takie jak „Kobieta z liliami” z 1943 r., przedstawiają postacie w wystudiowanych pozach uwypuklonych strojem. Niezliczone kompozycje o podobnym charakterze powracały w twórczości artystów aż do naszych czasów.

Po konferencji genewskiej w 1954 r. w podzielonym Wietnamie kapitalistyczne Południe tworzyło nowe trendy w modzie, takie jak ao dai chit cheo, czyli „z talią osy”. Za szczególnie śmiałe rozwiązanie uchodził łódkowy dekolt, wprowadzony przez Madame Nhu, bratową prezydenta Diema, symbol korupcji reżimu. Na komunistycznej Północy stosunek do ao dai był ambiwalentny – kojarzyło się i z południowym zepsuciem, i z ideą zjednoczenia narodu. Przede wszystkim jednak w zniszczonym wojną kraju niewiele kobiet mogło sobie pozwolić na niepraktyczny, elegancki strój. Natomiast dla uciekinierów po 1975 r. ao dai stało się jednym z symboli utraconej ojczyzny.

Odrodzenie ao dai nastąpiło na fali doi moi, gospodarczej liberalizacji rozpoczętej w latach 80. Wraz z coraz szerszym otwarciem Wietnamu na turystykę oraz na rodaków z diaspory jego popularność rosła. Stało się ikoną „wietnamskości”, kobiecości i elegancji. Kolejne dekady przyniosły intensywny rozwój rynku mody ao dai, zarówno na poziomie niewielkich firm lokalnych, jak i projektantów o gwiazdorskim statusie, jak Khanh Shyna czy Vo Viet Chung.

Gdzie uszyć ao dai?

Dla żyjących w Polsce Wietnamek lub Polek wietnamskiego pochodzenia ao dai stanowi łącznik z krajem przodków również dlatego, że w Polsce się go nie szyje. Jeśli więc noszą ao dai (bo oczywiście nie wszystkie kobiety są tym zainteresowane), muszą jechać do Wietnamu lub zaufać tamtejszej firmie krawieckiej. Ao dai musi być bowiem szyte na miarę, i to bardzo precyzyjną. Jeśli klientka sobie życzy, jej wymiary zostaną zachowane w firmie i w przyszłości będzie mogła zamawiać strój zdalnie (choć z racji dopasowanego kroju trzeba wówczas bardzo dbać o zachowanie linii). Każda jednak podróż do Wietnamu, biznesowa lub rodzinna, jest świetną okazją, aby uszyć ao dai na miejscu. Asortyment tkanin, w tym kuponów z odpowiednio skomponowanym wzorem, jest dziś ogromny. Szycie trwa zaledwie dzień lub dwa, a wieści o najlepszych pracowniach krawieckich szybko rozchodzą się pocztą pantoflową.

Kto dziś nosi ao dai?

Wietnamkom mieszkającym w Europie materiały, które cieszą się powodzeniem w Wietnamie, często wydają się zbyt kolorowe lub wzorzyste. Klientki z Europy, w tym z Polski, wybierają raczej stonowane kolory, drobniejsze wzory, dyskretniejsze dekoracje. Z kolei w społecznościach amerykańskich więcej jest odważnej kolorystyki, nietypowych tkanin i ekstrawaganckich pomysłów.

Zarówno w samym Wietnamie, jak i poza nim najważniejszą okazją do włożenia ao dai pozostaje ślub. Klasyczny strój panny młodej jest czerwony, współcześnie jednak wybiera się raczej róż lub biel. Białe ao dai ślubne czasem nieznacznie tylko różni się od sukni w stylu europejskim; zachowuje jednak wysokie rozcięcie i oczywiście noszone jest ze spodniami. Kobiety w średnim wieku i starsze często występują na weselach w ao dai, zwykle o ciemnej, bogatej kolorystyce. Młodsze wybierają raczej elegancję w stylu europejskim, jeśli jednak zakładają ao dai, jest ono jaśniejsze, bardziej pastelowe.

Inne okazje do założenia ao dai to uroczystości rodzinne, wietnamski Nowy Rok – Tet, a także wydarzenia kulturalne. Jest to strój elegancki, wizytowy, odpowiedni na koncert, wernisaż czy inną imprezę, gdzie będzie się oryginalnie wyróżniał. Wielu Polaków postrzega go jako atrakcyjny i egzotyczny, istnieje jednak bardzo niewielka świadomość jego odrębności i przynależności do kultury wietnamskiej. Tymczasem wśród wietnamskiej mniejszości ao dai ma znaczące związki z grupową i indywidualną tożsamością.

someone

O autorce
dr Joanna Wasilewska

Historyczka sztuki, wykłada w Zakładzie Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS. Interesuje się kontaktami kulturowymi między Europą a Azją, w tym historią podróży i wzajemnych inspiracji w sztuce i modzie, a także tradycjami azjatyckich teatrów, zwłaszcza lalkowych. Dyrektorka Muzeum Azji i Pacyfiku w Warszawie.

Według oficjalnych danych rządowych społeczność chrześcijańska w Chińskiej Republice Ludowej (ChRL) liczy ok. 44 mln osób. Badacze szacują jednak, że może być ich nawet o 20 mln więcej, jeśli włączymy w to osoby utożsamiające się z przeróżnymi niezarejestrowanymi (a zatem nielegalnie działającymi) grupami i organizacjami chrześcijańskimi. Oficjalnie uznane kościoły protestanckie należą do Patriotycznego Ruchu Trzech Niezależności. Katolicy, których jest w Chinach znacznie mniej, zrzeszeni są w Patriotycznym Stowarzyszeniu Katolików Chińskich. Jednak na niemal całym terytorium ChRL działają tysiące mniej lub bardziej formalnych społeczności chrześcijańskich, które operują w szarej strefie i które różnią się od siebie wielkością, wpływem, rodzajem obrządku, a nawet stopniem teologicznego przygotowania duchownych. O chrześcijaństwie w Chinach pisze prof. Marcin Jacoby, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Okres reform i otwarcia – lata 80. XX w.

Po „rewolucji kulturalnej” (1966–1976) kościoły zostały na powrót otwarte dla wiernych dopiero w 1985 r. Przywrócenie wolności wyznania zbiegło się z procesem głębokich przemian ekonomicznych i społecznych okresu reform i otwarcia. To właśnie na lata 80. XX w. przypada pierwsze dziesięciolecie polityki stopniowego wprowadzania mechanizmów rynkowych, modernizacji przemysłu i rozwoju handlu prywatnego, które doprowadziły do transformacji gospodarczej Chin z ubogiego i zacofanego kraju do dzisiejszej globalnej potęgi.

Przez te 40 lat społeczeństwo chińskie musiało się nauczyć funkcjonowania w zupełnie nowej rzeczywistości. Dawne miasta o parterowej zabudowie i wąskich uliczkach ustąpiły miejsca wielkim metropoliom niekończących się blokowisk i szerokich arterii. Mieszkańcy przesiedli się z rowerów do samochodów i przeprowadzili z tradycyjnych wspólnot mieszkalnych do bloków, w których wszyscy byli sobie obcy. Zniknęło bezpieczeństwo pracy w państwowych zakładach produkcyjnych, trzeba było sobie poradzić na bezlitosnym, do cna kapitalistycznym rynku pracy. Państwo nie gwarantowało już bezpłatnej edukacji, opieki medycznej, emerytur i rent – za wszystko trzeba było płacić. Kto miał pieniądze, miał też dobre warunki życia, bezpieczeństwo i pozycję społeczną. Kto nie odnalazł się w tej nowej rzeczywistości, dołączał do milionów ludzi codziennie walczących o zapewnienie sobie skromnej egzystencji. Państwo rozwijało się i bogaciło, ale sukcesy przypłacone były również ogromnymi kosztami zbiorowymi: przeludnieniem miast, zanieczyszczeniem środowiska, rosnącym rozwarstwieniem społecznym.

Zapełnić pustkę – życie duchowe Chin

Mimo wciąż obowiązującej komunistycznej ideologii i niepodzielnej władzy Komunistycznej Partii Chin, w kraju panował przede wszystkim kult pieniądza. To on był wyznacznikiem sukcesu, a bogacenie się stało się nadrzędnym celem życiowym, do którego przyznawała się zdecydowana większość społeczeństwa. Problemy codziennej egzystencji, wyzwania życia w zupełnie nowych warunkach społecznych, presja sukcesu finansowego i wszechobecna pogoń za dobrami materialnymi szybko doprowadziły jednak wielu ludzi do poczucia duchowej pustki, a ta – do poszukiwań czegoś, co tę pustkę mogłoby zapełnić.

Życie duchowe Chin przednowoczesnych odbiegało znacznie od znanych nam monoteistycznych tradycji judeochrześcijańskich czy islamu. Chińczycy byli wyznawcami wielu kultów; różne religie, obrzędy i zwyczaje koegzystowały nie tylko w przestrzeni publicznej, ale i w wymiarze osobistym. Dość powszechne było utożsamianie się jednocześnie z buddyzmem i taoizmem, branie udziału w obrzędach lokalnych, czczenie przeróżnych bóstw domowych, wiara we wróżby i przesądy, ale nade wszystko kult przodków, który leży u fundamentów cywilizacji chińskiej. Europejscy misjonarze, którzy od XVI w. na takim gruncie usiłowali ewangelizować Chiny, mieli niełatwe zadanie. Wielu Chińczyków nie odrzucało nowej wiary, ale nie było też gotowych na wybór „albo – albo” i odcięcie się od swoich tradycyjnych kultów i wierzeń.

Komunizm zburzył duchowe tradycje Chin. W zamian oferował materializm, wiarę w naukę i obietnicę budowy nowego społeczeństwa. Tragiczne doświadczenia pierwszych 30 lat ChRL, niekończące się kampanie polityczne, „Wielki skok” i „rewolucja kulturalna” skutecznie ostudziły wiarę w tę ideologię jako substytut życia duchowego. Chińczycy potrzebowali prawdziwej religii. Niełatwo było im wrócić do dawnych kultów, które należały do zamkniętej już epoki Chin cesarskich. Nowa era gwałtownej modernizacji i bolesne doświadczenia poprzednich dziesięcioleci pchały ich raczej ku czemuś innemu. Chrześcijaństwo odpowiedziało na rosnącą potrzebę duchową, kojarząc się Chińczykom z egzotyczną, nieznaną, a przez to świeżą i czystą wiarą, która mogła pomóc zabliźnić rany i zapełnić pustkę stworzoną przez pogoń za pieniądzem.

Władze chińskie nie były i nie są zachwycone z rosnącej popularności chrześcijaństwa i wydaje się, że do dziś nie do końca potrafią ten trend zrozumieć. Obawiają się masowych ruchów sekciarskich, wpływów z zagranicy, politycznych aspiracji, które mogą się zrodzić w tych bardzo zróżnicowanych i trudno kontrolowalnych społecznościach religijnych. Ale zasadniczo nie próbują zwalczać samej wiary. I choć na poziomie lokalnym zdarzyło się wiele przypadków zamykania kościołów i utrudniania działania społecznościom chrześcijańskim, w przeważającej części nawet kościoły nielegalne mają ciche przyzwolenie na funkcjonowanie, jeśli tylko skala aktywności jest ograniczona i dotyczy wyłącznie kultu religijnego.

Nad wszystkim czuwa partia

W przypadku protestantów na korzyść ich zborów z punktu widzenia interesów partii działa to, że nie łączą się w jedną organizację, a zatem najczęściej mogą być ignorowane przez władze. W przypadku katolików sytuacja jest bardziej skomplikowana i nacechowana politycznie, gdyż partia nie dopuszcza możliwości zwierzchnictwa Rzymu nad wiernymi w Chinach, a stosunki dyplomatyczne pomiędzy ChRL a Watykanem bywają napięte. Wszystkie oficjalnie zarejestrowane w ChRL organizacje religijne podlegają ścisłej kontroli politycznej. Dawniej zajmował się nimi Krajowy Departament ds. Religijnych (SARA), dziś jest to Departament Pracy Zjednoczonego Frontu (UFWD), stanowiący organizacyjne ramię partii. A zatem kościoły chrześcijańskie funkcjonują albo w ramach struktur partyjnych, albo działają nielegalnie, ryzykując zamknięcie. I choć sytuacja ta jest specyficzna, przynajmniej do tej pory pozwalała na sukcesywny wzrost wyznawców Chrystusa w Chinach. Jednak coraz bardziej surowa polityka wewnętrzna epoki Xi Jinpinga stawia pod znakiem zapytania dalsze możliwości kontynuacji istnienia chrześcijańskiej szarej strefy. Partyjni urzędnicy wydają się zdeterminowani, by egzekwować przepisy, na które do tej pory patrzono przez palce, a partia nawołuje coraz bardziej intensywnie do upolitycznienia i sinizacji wszystkich religii obecnych w Chinach. Najbliższe lata pokażą, czy względna swoboda i tolerancja dla związków wyznaniowych w ChRL zostaną utrzymane.

258 marcin jacoby

O autorze
Prof. Marcin Jacoby

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Problem „twarzy” jest obecny w kulturze chińskiej od wieków. Wedle „Zapisków historyka”, gdy w 203 r. p. n. e. generał Xiang Yu przegrywał bitwę, mógł ocalić życie dzięki przepłynięciu jedyną dostępną łodzią na drugi brzeg rzeki, jednak tego nie zrobił. Na namowy żołnierzy chcących przekonać go do ucieczki odparł: „Zabrałem z ziem na drugim brzegu osiem tysięcy ludzi, aby służyli w mym wojsku. Jakże mam teraz wracać samotnie? Nie mam twarzy, aby pokazać się ich rodzinom”. O twarzy w kulturze chińskiej pisze Marek Tylkowski, doktor nauk o kulturze i religii z Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

„Twarz” jako reputacja

Współcześnie słowo „twarz”, użyte w znaczeniu podobnym co w przytoczonej historii, można spotkać np. w muzyce popularnej. Chiński piosenkarz Zheng Zhihua w dostępnym na Youtubie teledysku śpiewa o tym, że to właśnie dla „twarzy” mężczyzna obejmuje piękną dziewczynę, jeździ porsche i nosi modne ubrania. Także dla „twarzy” jest on gotów stanąć do walki, a kobieta gotowa jest umrzeć. Jak widać, siła dążenia do zachowania „twarzy” wśród Chińczyków nie zmniejszyła się od około dwóch tysięcy lat.

Co zatem oznacza „twarz” w kulturze chińskiej? Nie jest to bynajmniej część ciała. Należy raczej powiedzieć, że stanowi coś w rodzaju reputacji. Wszelako reputacja ta posiada kilka charakterystycznych dla kultury chińskiej cech.

Zyskać lub stracić „twarz”

Po pierwsze – to, jaką kto ma „twarz”, wynika z tego, jak jest postrzegany przez innych ludzi we własnym otoczeniu, a nie z jego obiektywnych cech. Jeśli przyrównać go do książki, to najbardziej liczy się jej okładka. I choć na Zachodzie mówi się, że nie powinna ona stanowić o ocenie zawartej w książce treści, to jednak w Chinach człowieka często ocenia się właśnie po jego wizerunku zewnętrznym. Jeśli wygląda na bogatego, zadaje się z ważnymi ludźmi, ma drogi samochód, okazały dom, jest kimś, kto posiada „dużą twarz”.

Po drugie – „twarz” danej jednostki jest czymś, co dzieli ona z grupą, którą reprezentuje w danej sytuacji. Może być dzielona z jej współpracownikami w jednej firmie, kolegami i koleżankami w jednej klasie, sąsiadami i przede wszystkim z własną rodziną. Dlatego jeśli ktoś z rodziny danego człowieka odniesie jakiś sukces, to on także zyskuje „twarz” – nawet jeśli się do tego sukcesu nie przyczynił. Działa to też w przeciwną stronę. Ilustruje to jedna z historii zawartych w powieści „Zwykły świat” autorstwa Lu Yao. Jedna z bohaterek pracowała w restauracji, skąd ukradła trzy chusteczki. Gdy dowiedział się o tym ojciec jej chłopaka, zabronił mu spotykania się z nią, aby nie narażać rodziny na utratę „twarzy” przez związek z kimś o tak niskim poziomie moralnym.

Dawać lub dostawać „twarz”

Po trzecie – „twarz” jest czymś, co można dawać i dostawać. Dawanie jej komuś oznacza okazywanie mu szacunku w taki sposób, że wzrasta ocena ważności jego osoby w oczach innych ludzi. Najprostszym i najczęściej spotykanym sposobem czynienia tego jest zaproszenie kogoś na wspólny posiłek i zamówienie większej liczby dań niż jego uczestnicy są w stanie zjeść. Im więcej resztek pozostanie, tym większą „twarz” zyskuje gość, ponieważ wiele pozostałości świadczy o dużej trosce o niego ze strony gospodarza.

Po czwarte – związki „twarzy” danego człowieka z jego postawą moralną są co najmniej ambiwalentne. Z jednej strony nienaganne zachowanie pod względem moralnym może sprawić, że ktoś będzie ją posiadał. Z drugiej jednak – jednostka może ją tracić bez żadnej moralnej przewiny, jak np. kobieta, która została zgwałcona. O takim przypadku wspominał chiński antropolog kulturowy Zhai Xuewei, przytaczając przykład zgwałconej córki policjanta, którą ojciec zmusił do popełnienia samobójstwa, ponieważ jej obecność ciągle przypominała mu o tym, iż jego rodzina straciła przez nią „twarz”.

„Twarz” dla swoich i cudzoziemców

W praktyce – niezależnie od naukowej charakterystyki „twarzy” w kulturze chińskiej – tym, co interesuje wielu cudzoziemców, jest odpowiedź na pytanie, czy oszukiwanie w handlu wiąże się z jej utratą. Otóż w przypadku relacji handlowej między ludźmi, którzy znają się długo i są znani przez to samo środowisko, oszustwo niewątpliwie do niej by prowadziło. Jeśli jednak mamy do czynienia z przybywającym jedynie na krótko do Chin cudzoziemcem, to nie jest on kimś, przed kim należy zachowywać „twarz”. Dzieje się tak dlatego, ponieważ jego opinia się nie liczy i nie wpływa na reputację handlarza w jego własnym otoczeniu.

Na koniec warto wspomnieć o tym, że dążenie do zachowania „twarzy” występuje także w innych krajach wschodnioazjatyckich, choć niekoniecznie jest wyrażane za pomocą takich samych metafor, nazw i pojęć. Stanowi składnik wielu kultur, który nie doczekał się jeszcze dogłębnego zbadania przez uczonych świata zachodniego. Niemniej bez jego zrozumienia trudno jest zrozumieć sposób postępowania mieszkańców Azji Wschodniej.

258 Marek Tylkowski

O autorze
dr Marek Tylkowski

Doktor nauk o kulturze i religii z Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS. W pracy naukowej najbardziej poświęca się historii myśli chińskiej przełomu XIX i XX w. Bada relacje między kulturą zachodnią a chińską, recepcję myśli chińskiej na Zachodzie oraz recepcję chrześcijaństwa w Chinach. Zajmuje się antropologią kulturową w kontekście chińskim, szczególnie jeśli chodzi o sposób rozumienia jednostki, twarz, relacje międzyludzkie itp.

O Tajwanie ostatnio znów robi się głośniej. Ta niewielka wyspa o powierzchni jednej dziesiątej obszaru, jaki zajmuje Polska, i populacji liczącej 23,5 miliona osób odgrywa ważną rolę w dyskursie politycznym między Chinami a USA. Im bardziej napięte są stosunki łączące te dwa mocarstwa, tym częściej Tajwan powraca na pierwsze strony gazet. Pisze o tym prof. Marcin Jacoby, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Od neolitu do Chiang Kai-sheka

Tajwan, zamieszkany już kilka tysięcy lat temu przez ludność austronezyjską, począwszy od XVI w. stopniowo był kolonizowany przez chińskich rolników i rybaków, przede wszystkim z terenów dzisiejszej prowincji Fujian po drugiej stronie Cieśniny Tajwańskiej oraz prowincji Guangdong (grupa etniczna Hakka). Już wtedy wyspę odwiedzali europejscy podróżnicy. W 1624 r. Holendrzy założyli w południowo-zachodniej części Tajwanu Kompanię Wschodnioindyjską, niecałe 20 lat później udało im się wypędzić Hiszpanów z północnej części wyspy, jednak w końcu w 1662 r. sami musieli opuścić Formosę. Pokonały ich wojska chińskie pod wodzą Zheng Chenggonga (zwanego przez Europejczyków Koxingą). Była to armia powstańcza upadłej dynastii Ming (1368–1644), która schroniła się na Tajwanie, pragnąc kontynuować stamtąd opór przeciw Mandżurom, zdobywcom z północy, rządzącym jako dynastia Qing (1644–1911).

Choć od tego czasu Tajwan zagościł na chińskich mapach jako część terytorium Cesarstwa, dopiero w 1885 r. stał się oddzielną prowincją. I zaledwie 10 lat później, po przegranej wojnie chińsko-japońskiej, znalazł się pod okupacją japońską na mocy Traktatu z Shimonoseki. W 1945 r. powrócił na łono Republiki Chińskiej, jednak ta ogarnięta była wojną domową pomiędzy narodowcami (Guomindang) pod wodzą Chiang Kai-sheka a komunistami, którym przewodził Mao Zedong. Komuniści zdobywali kolejne przyczółki i jesienią 1949 r. Chiang zdecydował o tymczasowym odwrocie na Tajwan, z myślą o przegrupowaniu i dalszej walce z wojskami Mao.

Jedne Chiny – ale które?

Tak się jednak nie stało i prawie dwumilionowa grupa przybyłych z kontynentu żołnierzy i ludzi reprezentujących ówczesne chińskie elity pozostała na Tajwanie na stałe. Mao w tym samym 1949 r. ogłosił powstanie Chińskiej Republiki Ludowej (ChRL) i tak zrodził się polityczno-prawny problem, z którym świat boryka się do dziś: istnieją dwa organizmy państwowe, roszczące sobie prawo do reprezentacji koncepcji „Chin”: ChRL na kontynencie i Republika Chińska na Tajwanie (Republic of China, ROC), jako kontynuacja państwa, które po przegranej walce zbrojnej w 1949 r. ewakuowało się na wyspę.

Choć dziś niewiele osób to pamięta, w czasach zimnej wojny demokracje zachodnie i większość innych państw świata utrzymywały stosunki dyplomatyczne wyłącznie z ROC, a nie z ChRL, które mogło budować swoje relacje przede wszystkim w ramach bloku państw socjalistycznych, m.in. z Polską (PRL). Wszystko zmieniło się jednak w latach 70. – w 1971 r. ChRL zostało przyjęte do ONZ, a ROC z niego wystąpiło zgodnie z zasadą „jednych Chin”, której trzymały się i trzymają konsekwentnie do dziś obydwie strony chińskiego konfliktu.

Po śmierci Mao w 1976 r. i objęciu władzy na kontynencie przez Deng Xiaopinga dwa lata później, Chiny wkroczyły na drogę reform. Stały się potencjalnie atrakcyjnym partnerem gospodarczym dla USA, które w 1979 r. zdecydowały się na zerwanie stosunków dyplomatycznych z ROC i nawiązaniu ich z ChRL (wynik tzw. „dyplomacji pingpongowej”). To samo zaczęły po kolei robić inne państwa, powodując nagłe i postępujące osłabienie globalnej pozycji dyplomatycznej Tajwanu wraz z gospodarczym rozwojem kontynentu.

Dziś ROC uznaje już tylko 15 państw świata: Watykan, 9 państw Ameryki Środkowej i Południowej, Eswatini (Suazi) w Afryce i 4 niewielkie państwa wyspiarskie na Pacyfiku. Tajwan jest politycznie osamotniony, a nazwa Republiki Chińskiej nie przechodzi przez usta większości polityków światowych, którzy wiedzą, że jakiekolwiek publiczne wspomnienie o takim tworze politycznym spotka się z natychmiastową, ostrą reakcją ze strony ChRL. Zgodnie z doktryną z kontynentu Republika Chińska przestała istnieć w 1949 r., zaś Tajwan prędzej czy później zostanie włączony do Chin, wieńcząc wielkie dzieło zjednoczenia państwa (powrót Hongkong do macierzy w 1997 r. i Makau w 1999 r.).

Meandry tajwańskości

A co na to Tajwańczycy? Żyją od 70 lat na wyspie, której państwowa tożsamość stanowi dyplomatyczny temat tabu. Choć mają w domach paszporty z napisem „Republika Chińska”, a ich wyspa ma własną armię, parlament, prezydenta, walutę, hymn, flagę i godło, gdziekolwiek nie pojadą, traktowani są jako mieszkańcy „regionu”, a nie państwa. Na granicy z ChRL kierowani są do odprawy paszportowej razem z mieszkańcami Hongkongu i Makau, które są integralną częścią ChRL, choć na prawach Specjalnych Regionów Administracyjnych. Tajwańscy sportowcy występują na zawodach pod przedziwnie brzmiącymi sztandarami „chińskiego Tajpei”, flaga ROC pojawia się w przestrzeni publicznej coraz rzadziej. Chińczycy z kontynentu ukuli termin „Większych Chin” (Greater China), który odnosi się do tych obydwu bytów państwowych i który ma przyzwyczaić społeczność międzynarodową do „jednych Chin”. By nie stracić dostępu do chińskiego rynku, linie lotnicze, największe globalne koncerny i przeróżne organizacje międzynarodowe w swojej komunikacji z klientami mówią o Większych Chinach i wolą nie wspominać słowa „Tajwan”, chyba że w jednoznacznie geograficznym kontekście nazwy wyspy, a nie jej politycznej tożsamości.

Ale i z tą tożsamością na Tajwanie nie jest wcale tak prosto. Gdy dwa miliony uchodźców przed komunizmem i zwolenników Guomindangu pojawiło się nagle w 1949 r. na tej cichej, rolniczej wyspie, natychmiast wprowadziło surowy reżim wojskowy i zdusiło krwawo wszelki opór miejscowych. Do śmierci Chianga w 1975 r. dyktatura nie zelżała i dopiero jego syn, Chiang Ching-kuo rozmontował ją w 1987 r., pozwalając na stopniową demokratyzację. Guomindang w 2000 r. stracił po raz pierwszy władzę w wyborach prezydenckich, gdy obywatele wybrali kandydata Demokratycznej Partii Postępu (DPP), Chen Shui-biana, reprezentującego interesy społeczności rodzimej, a nie potomków elit przybyłych w 1949 r. Do dziś nie zatarły się podziały na wyspie pomiędzy rodzinami owych przybyszów (tzw. waishengren, „ludzie spoza prowincji”), porozumiewającymi się na ogół w języku ogólnonarodowym, a ludnością lokalną, rozmawiającą w dialekcie minnan (język tajwański) lub hakka. I tak jak ci pierwsi czują się przede wszystkim Chińczykami, rodzimi Tajwańczycy związani są przede wszystkim z wyspą. Część z nich traktuje dzieje ROC na Tajwanie jako historię opresji i kulturowej dominacji, podkreślając swoją odrębność i żądając prawa do samostanowienia.

Niepewna przyszłość

Dziś podziały i napięcia polityczne na Tajwanie odzwierciedlają zarówno 70-letnią historię wyspy, jak i globalne przemiany. Coraz silniejsze i coraz bardziej asertywne Chiny dążą do całkowitej izolacji międzynarodowej ROC i wchłonięcia wyspy przez ChRL. Rodzi to rosnące obawy mieszkańców i przyspiesza proces kształtowania się silnej tożsamości lokalnej. Nie chodzi już o wybór między Chinami w wersji ROC lub ChRL, tylko o wybór pomiędzy tożsamością chińską a miejscową, tajwańską. Dawniej marginalny ruch „niepodległości Tajwanu” przybiera znacznie na sile. Jednocześnie Stany Zjednoczone wykorzystują Tajwan w swojej polityce antychińskiej i potrzebują go militarnie jako elementu sojuszniczego pasa wokół linii brzegowej ChRL: od Japonii, przez Republikę Korei, aż do Filipin i Singapuru. A na koniec jest jeszcze gospodarka: tajwańscy biznesmeni zainwestowali już w ChRL ponad 100 miliardów dolarów amerykańskich. Ocenia się, że do miliona Tajwańczyków mieszka lub przebywa w ChRL, gdzie produkują i działają na rynku tysiące tajwańskich firm. Obydwie gospodarki są ze sobą blisko związane, choć teraz to nie Chiny potrzebują tajwańskich inwestorów tak jak kiedyś, a raczej to wyspa coraz bardziej potrzebuje Chin. Pytanie o przyszłość relacji poprzez Cieśninę Tajwańską to pytanie o wybory tajwańskiego społeczeństwa, sytuację dyplomatyczną i gospodarczą, a na koniec o decyzje polityczne w Pekinie i Waszyngtonie.

258 marcin jacoby

O autorze
Prof. Marcin Jacoby

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

Półwyspu Koreańskiego nie ominęła fala przemian związanych z upadkiem demokracji politycznej, jaka przetacza się przez świat od ostatniej dekady. Wyrazem tego procesu jest wykrystalizowanie się ideologii wsród coraz szerszych kręgów społeczeństwa oraz idąca za nim polityczna trybalizacja. W Republice Korei ostatnich siedmiu lat niepoślednią destrukcyjną rolę odegrały w tym procesie media, a także: brak umiejętności przystosowania się elit politycznych do zbyt gwałtownie zmieniających się nieprzewidzianie okoliczności zewnętrznych, niechęć społeczeństw do pogodzenia się z faktem załamania się świata opartego na kredycie i konsumpcji, zaniedbanie problemów katastrofy demograficznej i wadliwych algorytmów wychowawczych, nieuporanie się z systemowymi problemami aparatu biurokratycznego nękajacymi dwunastą gospodarkę świata od czasu powstania Republiki. Na powyższe fenomeny nałożyła się także głęboka transformacja kulturowa związana ze zmianami pokoleniowymi. Doprowadziła ona do uodpornienia się Koreańczyków na dotychczasowe metody manipulacji przez rządzących, a także do zmiany głównego paradygmatu teleologicznego państwa, które za podstawowy cel swojego istnienia przestało uznawać zjednoczenie Półwyspu. O wszystkich tych zawiłościach pisze dr Jakub Taylor – koreanista z Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Sprzeciw społeczeństwa wobec prezydent Pak

Kiedy pod koniec października 2016 r. na placu przed Kwanghwamun rozpoczęły się demonstracje przeciw urzędującej prezydent Pak Kŭn-hye, liczni idealistycznie nastawieni komentatorzy przypisywali temu wydarzeniu znaczenie przełomowe, świadczące o wykluwaniu się nowego ładu opartego na dojrzalej „demokracji”. Sprzeciw wobec prezydent Pak był uzasadniony, jednak styl jej rządów nie różnił się zbytnio od modus operandi jej poprzedników, a liczne błędy, jakie popełniła, były wpisane w działanie systemu sprawowania władzy w Korei Południowej (pomoc wywiadowców w czasie kampanii prezydenckiej, doprowadzanie do samobójstw nieposłusznych redaktorów dzienników, sporządzanie czarnych list przeciwników politycznych ze świata artystycznego, tolerowanie pozaprawnych form wpływania na decyzje polityczne oraz nierejestrowanych przelewów pieniędzy konglomeratów opłacających obchodzenie uciążliwych dla nich reglamentacji i ustanawianie nowych, wymierzonych w potencjalną konkurencję).

Stosunkowo mało uciążliwe podejście aparatu państwowego do klasy średniej przez długi czas wystarczało do uspokajania nastrojów społecznych, jednak wraz z pogłębiającym się zadłużeniem gospodarstw domowych oraz rozpowszechnianiem się ideologii minjung wśród młodszego pokolenia wyborców, a także zmiany dominujących motywacji społecznych związanych z ogólnym wzrostem dobrobytu, wpłynęły na pojawienie się u Koreańczyków postaw roszczeniowych w stosunku do państwa. Roszczenia te w większości przypadków ogniskowały się na próbie zmiany filozofii rządzenia państwem na bardziej merytokratyczną. Czarę goryczy przelała polityka informacyjna rządu w sprawie zatonięcia promu Sewor’ho oraz racjonalne z punktu widzenia geostrategii, ale powodujące zbyt duży dysonans poznawczy wśród obywateli porozumienie z rządem japońskim w sprawie reparacji dla ofiar systemu imperialnego sutenerstwa z czasów II wojny światowej. Trybunał Konstytucyjny zaniepojony gigantyczną skalą protestów w imię wyższej konieczności uległ sentymentom tłumu i choć de iure Pak Kŭn-hye przestępstw nie udowodniono (co nie świadczy, że nie miały miejsca), zastosowano w stosunku do niej procedurę impeachmentu oraz uwięziono wraz z najbliższymi członkami kameryli (z Ch’oe Sun-shil na czele) w marcu 2017 r.

Plan Mun Chae-ina

Na fali niezadowolenia do władzy doszła ekipa pokolenia 386 z nowowybranym prezydentem Mun Chae-inem na czele, który po śmierci w czerwcu 2018 r. ostatniej ważnej podpory „głębokiego państwa” w Korei, Kim Chong-pila, zintensyfikował przekształcanie systemu południowokoreańskiej Republiki. Jego plan opiera się na trzech filarach: radykalnym przestawieniu gospodarki na tory interwencjonizmu państwowego, próbie wylansowania Korei Południowej na najważniejszego operatora polityki północnokoreańskiej, rewolucyjnej polityce informacyjnej, mającej na celu dogłębną zmianę myślenia obywateli Republiki Korei oraz utrzymaniu ich w przekonaniu, że nowa ekipa nie powiela błędnych wzorców poprzednich reżimów. Część reform okazała się dla Korei katastrofalna, inne doprowadziły do skutków pozytywnych, acz nieplanowanych.

W swojej polityce gospodarczej Mun oparł się na ideologii „rozwoju opartego o dochód”. Głównym architektem jej wdrażania został znany aktywista „anty-chaebŏlowy” – Kim Sang-cho. Zamiar ograniczenia roli konglomeratów w strukturze gospodarki koreańskiej przeprowadzono przez zmianę legislacji dotyczacej pakietów mniejszosciowych akcji, szczegolnie tych znajdujących się w rękach rodów budowniczych ekonomicznych „flagowców” Republiki. Przy przepowiadanym przez specjalistów (m.in. prof. Cho Chang-oka) załamaniu gospodarczym na skalę 1997 r. zmienione prawodawstwo może doprowadzić do zdominowania chaebŏli przez międzynarodowe fundusze inwestycyjne i zniewolenie Koreańczyków niespłacalnym długiem.

Skutki wprowadzonych reform

Załamanie takie nastąpi z wielkim prawdopodobieństwem na skutek wprowadzenia najbardziej radykalnego pakietu reform kodeksu pracy spośród wszystkich krajów OECD, któremu może nie oprzeć się nawet potężny dotychczas sektor produkcyjny gospodarki (już dziś dostrzegalny jest upadek ośrodków przemysłu mechanicznego m.in. w Kunsan).

Pakiet obejmuje podwyższenie płacy minimalnej o co najmniej 16 proc. (oczywistym efektem tego posunięcia jest borykanie się dziś Korei z największym od 2001 r. bezrobociem wsród młodych), ograniczenia maksymalnego czasu pracy do 52 godzin tygodniowo, fiskalizację (zmiana uderza w posiadaczy nieruchomości, które są w Korei Południowej podstawowym zabezpieczeniem obywateli na starość przy braku przymusowych ubezpieczeń), liczne antycovidowe pakiety stymulacyjne, gigantyczny rozrost sektora publicznego, wprowadzanie prozwierzecych i proekologicznych projektów rozwojowych oraz zadłużenie państwa. Na efekty takiej polityki nie trzeba było długo czekać, a próba uporania się z nimi skończyła się, póki co, zwolnieniem malkontenckiego szefa Krajowego Biura Obrachunkowego – Hwang Su-gyonga za sporządzanie nieprawomyślnych raportów.

Stosunek do Korei Północnej

Jeśli chodzi o stosunek do Korei Północnej, Mun postawił na kontynuowanie „polityki słonecznej”. Próba intensyfikacji kontaktów z reżimem Kim Chŏng-ŭna, po początkowych międzynarodowych i krajowych sukcesach wizerunkowych, skończyła się jednak wysadzeniem Międzykoreańskiego Biura Łącznikowego w Kaesŏngu. W miedzyczasie jednak Mun skutecznie zdołał obejść szkodzące głównie prostej ludności północnokoreańskiej embargo gospodarcze, za co spotkał się z krytyką na forum ONZ. Przy instalacji amerykańskiej stacji THAAD w Sŏngju potrafił także lawirować między konkurujacymi mocarstwami i doprowadził do wprowadzenia klauzuli o tymczasowości tej instalacji. Usilna próba przypodobania się reżimowi na Północy doprowadziła jednak także do delegalizacji poczynań grup aktywistów antykomunistycznych w samej Republice Korei. Nie przysporzyło to Munowi przyjaciół, działacze ci bowiem są często uchodźczej proweniencji, którzy jako jedni z nielicznych przemawiają w imieniu uciskanych rodaków zza linii demarkacyjnej.

Poczynania Muna, a także rzucanie kłód pod nogi działajacym w Republice Korei organizacjom uchodźczym, stawiają pod znakiem zapytania sens istnienia Korei Południowej jako niezawisłego mechanizmu chroniącego wolność swoich obywateli sensu largo. Wpisują się też one w dotychczasową tradycję usprawiedliwiania ograniczeń swobód obywatelskich w imię „wyższego dobra” (już nie „zjednoczenia” czy „obrony przed komunizmem”, ale „bezpieczeństwa” i „pojednania”). Warto dodać, że Mun doprowadził także do zamknięcia najlepszego w anglosferze ośrodka analitycznego badającego rozwój arsenału wojennego Północnej Korei – 38North.

Wizerunek w mediach

Działalności gabinetu Muna towarzyszy ponadto intensywna kampania medialna, która – mimo że w pewnej mierze zdołała ocieplić wizerunek prezydenta – doprowadziła do utraty zaufania do prawie całego światka dziennikarskiego. W mediach koreańskich podkreśla się skuteczność środków antypandemicznych przedsiewziętych przez rząd, oczerniając przy tym wszelkich przeciwników restrykcji. Media, zupełnie jak w czasach autorytarnych, pokazują wyrwane z kontekstu lub sprowokowane wybuchowe reakcje ideologicznych wrogów Muna (casus prof. Yi Yŏng-huna). Na wpływ starszych metod manipulacji, tj. odwoływania się do historycznych resentymentów antyjapońskich, uodparnia się coraz większa liczba obywateli Republiki, chociaż w procesie ich przygotowywania uczestniczą także Japończycy. Agresywna promocja wszelkich poczynań Muna przez mainstreamowe media doprowadziła do sprzężenia zwrotnego dodatniego w pracy tzw. mediów opozycyjnych o predylekcjach konserwatywnych, które także prowokują swoich sympatyków do nieprzemyślanych reakcji (zarzucając prezydentowi agenturalną, prokomunistyczną lub prochińską działalność na podstawie przesłanek – często wyrwanych z kontekstu wypowiedzi prezydenta).

Spadek popularności rządu – co za tym stoi?

Spadek popularności rządzącej administracji i jej zwolenników w aparacie biurokratycznym jest naturalnym procesem pogłębiającym się w miarę trwania kadencji. Fenomen ten jest dodatkowo pogłębiany kryzysem okołozdrowotnym (mimo że sam prywatny system ochrony zdrowia działa w Korei wzorowo), spowodowanym przez potrzebę ludności dostrzeżenia rezultatów konkretnych działań antycovidowych rządu, choćby były one szkodliwe dla gospodarki i samych obywateli.

Warto także wspomnieć fakt docenienia przez publikę widowiskowych prób walki Muna z korupcją. Wszelkie sukcesy na tym froncie przynoszą tylko prowizoryczne efekty i często uderzają rykoszetem w sam rządzący dziś establishment, co może być rezultatem poczynań różnych klik wywiadowczych o proweniencji autorytarnej.

Na całościową analizę rządów Mun Chae-ina trzeba będzie poczekać do końca kadencji, albo do czasu udostępnienia pełnej dokumentacji archiwalnej z czasów jego rządów. Nie sposób ponadto nie dostrzec możliwego kontekstu geopolitycznego zmieniającej się Korei: liczne niepowodzenia działań prezydenta mogą nosić znamiona zewnętrznej próby zdestabilizowania państwa leżącego w strefie buforowej w czasach zaostrzającego się konfliktu chińsko-amerykańskiego.

Jakub Taylor

O autorze
Dr Jakub Taylor

Koreanista zajmujący się historią i archeologią Korei oraz relacjami koreańsko-japońskimi. Pierwszy Europejczyk ze stopniem doktora Wydziału Historycznego Uniwersytetu Seulskiego (Zakład Historii Koreańskiej). Do 2019 r. pracował na stanowisku badawczym w Academy of East Asian Studies na Uniwersytecie Sungkyun Kwan w Seulu. Po kilkunastoletnim pobycie w Korei wrócił do Polski. Prowadzi zajęcia w Instytucie Bliskiego i Dalekiego Wschodu UJ oraz w Zakładzie Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Gdy student pochodzenia chińskiego studiujący w Polsce dostanie piątkę z egzaminu semestralnego, może się tym natychmiastowo pochwalić rodzinie mieszkającej w Chinach przez aplikację WeChat. Wystarczy kilka sekund, by o jego sukcesie dowiedzieli się rodzice, babcie i dziadkowie, ciocie i wujkowie, kuzyni, kuzynki itd. Podobnie mogą czynić także polscy studenci, używając np. Facebooka. Młodzi Chińczycy utrzymują jednak kontakt z kilkudziesięcioma członkami własnej rodziny w odrębnej grupie i to prawie przez cały czas – to zdecydowanie inaczej niż polscy studenci. Pisze o tym Wang Yun – kulturoznawczyni i lektorka języka chińskiego z Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS.

Kto należy do grupy rodzinnej?

WeChat, chińska nazwa Weixin (微信, dosłownie „mikrowiadomość”), to chiński komunikator internetowy, portal społecznościowy i narzędzie płatnicze stworzone przez firmę Tencent Inc. W 2020 r. liczba jego użytkowników przekroczyła miliard dwieście milionów. Jest tak powszechnie używany przez Chińczyków, że można rzec, iż odbijają się w nim wszystkie relacje społeczne w Chinach. Badając np. interakcje społeczne, jakie się w nim odbywają, można obserwować życie rodziny chińskiej.

Przeciętny młody człowiek w Chinach, zanim wstąpi w związek małżeński, należy do co najmniej trzech grup rodzinnych na WeChacie. Jedna z nich to „mała rodzina”, czyli rodzice oraz rodzeństwo, druga – to rodzina, krewni i powinowaci ze strony ojca, a trzecia – rodzina, krewni i powinowaci ze strony matki. Jeśli zaś ktoś wstąpi w związek małżeński, wówczas tworzy jeszcze jedną grupę rodzinną, do której wchodzą oboje małżonkowie i ich rodzice, a później mogą wejść do niej także ich dzieci. Dla każdego młodego człowieka wejście do grupy rodzinnej jest niemal obowiązkowe, ponieważ odmowa przyłączenia się do niej jest odbierana jako nieuprzejmość.

Niezależnie od tego, jakie relacje są między członkami rodziny w realnym życiu, zgodnie z zasadami „poprawności kulturowej” powinni oni na WeChacie dołączyć do jednej, wspólnej grupy. Poza tymi obowiązkowymi grupami rodzinnymi mogą jeszcze istnieć inne grupy składające się z poszczególnych członków rodziny, np. rodzeństwo może utworzyć grupę, w której będzie rozmawiać o problemach związanych z opieką nad starymi rodzicami.

Co robią członkowie grup rodzinnych na WeChacie?

Członkowie najmniejszych grup składających się z najbliższej rodziny przekazują sobie różne informacje z życia codziennego, np. dotyczące czasu powrotu do domu, zakupów, jakie trzeba zrobić na kolację itd.

W większych grupach aktywność ich członków można podzielić na pięć kategorii. Pierwsza z nich to życzenia z okazji różnych świąt, druga – umawianie się na spotkania rodzinne, trzecia – dzielenie się informacjami dotyczącymi tego, co się wydarzyło w rodzinie, czwarta – to przesyłanie różnorakich wiadomości, ciekawostek i plotek, piąta – to zabawa z przesyłaniem „czerwonych kopert”.

To ostatnie stanowi chińską tradycję – czerwona koperta z pieniędzmi to rodzaj prezentu. Daje się ją na znak troski, życzliwości i przyjaźni z okazji obchodów Chińskiego Nowego Roku czy innych świąt, rozpoczęcia nauki w nowej szkole, ślubu, narodzin dziecka itp. Okazja do jej wręczenia może być też wykorzystana do dania komuś łapówki.

Czerwoną kopertę, do kwoty nieprzekraczającej 200 yuanów, czyli około 113 polskich złotych wedle aktualnego na grudzień 2020 r. kursu wymiany walut, można przekazać wybranej osobie lub określonej grupie użytkowników za pomocą aplikacji WeChat. W tym drugim przypadku aplikacja umożliwia otrzymanie pieniędzy wybranej liczbie użytkowników, którzy jako pierwsi otworzą kopertę. Można np. wysłać kopertę zawierającą 200 yuanów do grupy, która posiada 20 członków i ustalić, że pieniądze dostanie pierwsza piątka, która naciśnie na WeChacie otwarcie koperty. Można zmienić ustawienia aplikacji w taki sposób, że ona sama decyduje o podziale pieniędzy między ludzi należących do tej piątki, odbywa się to w losowo i nikt nie potrafi przewidzieć, jaką kwotę dana osoba dostanie. Ten, kto otrzyma najwięcej, będzie mógł się cieszyć z niespodziewanego prezentu od losu. Użytkownicy WeChata lubią bawić się w ten sposób nawet wtedy, gdy kwoty, o jakie rywalizują, są bardzo małe, np. kilka yuanów do podziału na kilkanaście osób, ponieważ traktują tę zabawę jako sprawdzian swojego szczęścia. Poza tym jeśli w danej grupie przez dłuższy czas nikt się nie odzywa, to zabawa kopertami może ożywić atmosferę.

Postawy młodych ludzi względem grup rodzinnych na WeChacie

Z perspektywy młodych ludzi grupy rodzinne na WeChacie pełnią rolę ambiwalentną. Z jednej strony pomagają im łatwo utrzymywać kontakty z bliższą i dalszą rodziną, gdy opuszczają dom rodzinny, wyjeżdżając na studia lub podejmując pracę w innym mieście. Z drugiej natomiast – „utrudniają” im życie, ponieważ przez WeChat starsze pokolenie może próbować ich nadzorować, upominając, pouczając, udzielając rad itp. Innymi słowy, ludzie należący do starszego pokolenia zachowują się na WeChacie tak jak podczas spotkań twarzą w twarz i odgrywają swoje tradycyjne role. Oczywiście starają się też chwalić każdego członka młodego pokolenia za jego sukcesy i zachęcać go do dalszych postępów w nauce lub sukcesów w pracy. Jeśli jednakże okaże się, że u któregoś z nich dostrzegą coś, co sami uważają za problem, wówczas go krytykują, omawiają jego sprawy na forum grupowym i wypytują o szczegóły. Przykładowo, jeśli młodzi ludzie są w wieku zdatnym do małżeństwa, a jeszcze nie mają dziewczyny lub chłopaka, to różni członkowie rodziny mogą ich pytać, czy mają już narzeczonego lub narzeczoną, a jeśli tak, to kiedy zamierzają się pobrać. Innym przykładem może być sytuacja, w której ktoś na zdjęciu zamieszczonym na grupie wydaje się za gruby, a inni członkowie rodziny, widząc to, zaczynają sugerować, żeby się odchudził, ponieważ otyłość jest niezdrowa itd.

Młodzi ludzie często są niezainteresowani tematami, o których rozmawiają starsi członkowie rodziny, dlatego w swoich komórkach ustawiają blokadę powiadomień o tym, co się dzieje na grupie rodzinnej. Oznacza to, że nowe wiadomości, jakie się w niej pojawiają, nie są sygnalizowane za pomocą dźwięku. Ignorowanie wiadomości nie prowadzi do wycofywania się z grupy rodzinnej na WeChacie. Taki postępek zostawiłby bowiem złe wrażenie, dlatego młodzież pozostaje w niej i od czasu do czasu sprawdza, co się dzieje.

Podsumowanie

Niezależnie od wszystkiego, w sytuacji gdy ludzie przemieszczają się coraz szybciej i coraz dalej, zgromadzenie wszystkich członków rodziny w jednym miejscu staje się coraz trudniejsze. Chińskie rodziny przeniosły swoje relacje do sieci, gdzie – przynajmniej formalnie – są one zachowywane mimo braku możliwości częstego spotykania się. Wirtualny świat relacji międzyludzkich często pokrywa się ze światem rzeczywistym, a to oznacza, że kontakty w nim raczej nie przyczyniają się do rozwijania relacji, których tak naprawdę nie było wcześniej. Za pomocą WeChata kontaktują się ze sobą najczęściej ci, którzy i bez niego są sobie najbliżsi. Jego pojawienie się poszerzyło jednak tematykę ich rozmów o informacje czerpane z internetu oraz dało starszym pokoleniom możliwość do wymieniania się poglądami bez wychodzenia z domu.

Wang Yun

O autorce
Wang Yun

Kulturoznawczyni, lektorka języka chińskiego z Zakładu Studiów Azjatyckich Uniwersytetu SWPS. Prowadzi badania nad rodziną chińską we współczesnych Chinach. Do jej zainteresowań naukowych należą różnice międzykulturowe z perspektywy antropologii kulturowej, kluczowe pojęcia kultury chińskiej i zmiany zachodzące w społeczeństwie chińskim pod wpływem modernizacji.

Przyzwyczailiśmy się już do gwałtownego przeobrażenia się Chin z zacofanego kraju trzeciego świata do potęgi produkcyjnej i eksportowej. Przyzwyczajamy się również do silnej pozycji chińskiej w takich obszarach, jak telefonia komórkowa i 5G czy technologia kosmiczna. Wiemy już o gigantycznych metropoliach, sieciach szybkiej kolei, nowoczesnych lotniskach i szerokich autostradach, które pokryły ten ogromny kraj gęstą siatką. Nie zawsze jednak zdajemy sobie sprawę, jaka była cena tak gwałtownego rozwoju i jak wiele wyzwań stoi przed Chinami, które właśnie wkraczają w epokę gospodarki wysokich technologii i społeczeństwa umiarkowanego dobrobytu. Pisze o tym dr hab. Marcin Jacoby, prof. Uniwersytetu SWPS, kierownik Zakładu Studiów Azjatyckich.

Rozwój ponad wszystko

Niezwykłe dzieje chińskiego sukcesu gospodarczego ostatnich 40 lat to również historia ogromnych kosztów industrializacji i urbanizacji kraju dla środowiska naturalnego. Zapoczątkowany w 1979 r. okres reform i otwarcia pchnął Chiny na drogę rozwoju na stopniowo liberalizowanych zasadach wolnorynkowych zarówno dla wielkich zakładów państwowych, jak i prywatnych przedsiębiorców i biznesmenów. Na zachodnim wybrzeżu i południu, szczególnie w prowincjach Zhejiang i Guangdong, powstały tysiące fabryczek i warsztatów, które razem z państwowymi kolosami budowały chiński cud gospodarczy… i zatruwały środowisko. Nie było żadnych norm, kontroli, trujące substancje wypuszczane były do rzek i do atmosfery. Tam, gdzie dziś liczyły się tylko pieniądze i sukces biznesowy, nikt nie zważał na rachunek, jaki natura wystawi jutro.

Od początku XX w. skutki tych działań coraz trudniej było ignorować, a obywatele – coraz bardziej świadomi zagrożenia własnego życia i zdrowia – zaczynali walczyć o swoje prawa. W 2007 r. w mieście Xiamen miały miejsce pierwsze protesty mieszkańców przeciwko budowie zakładu produkującego tworzywa sztuczne. W następnych latach podobne protesty odbywały się w Dalian, Ningbo, Kunmingu czy Maoming w prowincji Guangdong. W 2012 r. doszło do poważnego zanieczyszczenia rzeki Zhuozhang w prowincji Shanxi, a rok później w Kunmingu oraz wód gruntowych w Weifang. W kolejnym roku skażeniu uległa woda w wodociągach miejskich Lanzhou.

Tego typu zdarzenia jeszcze bardziej utwierdzały obywateli w przeświadczeniu, że dalszy rozwój na takich warunkach stanowi śmiertelne zagrożenie. Najpoważniejsza i najtrudniejsza do zatajenia sytuacja wiązała się ze stale pogarszającą się jakością powietrza. Niemal wszystkie miasta przemysłowe Chin przez większą część roku spowijał gęstniejący smog. Ludzie chodzili po ulicach w maseczkach, przed wyjściem z domu sprawdzali jakość powietrza na nieuznawanych przez władze portalach informacyjnych. W latach 2013–2015 Chiny były zdecydowanym liderem wszystkich światowych statystyk zanieczyszczenia powietrza. I choć oficjalnie problemu nie było, o trującym powietrzu mówiło się i pisało coraz więcej – stało się to jednym z najważniejszych tematów społecznych. Gniew opinii publicznej tak eskalował, że partia przestała w końcu udawać, że nie ma problemu i rozpoczęła walkę z zanieczyszczeniem, zaczynając właśnie od powietrza.

Wymuszona ekopolityka

W 2015 r. wprowadzono nową ustawę o ochronie środowiska naturalnego ustanawiającą dość rygorystyczne normy emisji dla przemysłu energetycznego i ciężkiego. Zaczęto kontrolować zakłady przemysłowe, wiele z nich zamknięto lub zmuszono do przeniesienia dalej od skupisk miejskich. Już po paru latach stężenie cząstek PM 2,5 w największych miastach spadło o kilkadziesiąt procent, a Chiny straciły pozycję lidera niechlubnych statystyk na rzecz miast w innych państwach azjatyckich.

Jednak problem zanieczyszczenia powietrza wynika przede wszystkim z oparcia polityki energetycznej na spalaniu paliw kopalnych, głównie węgla. Prężnie rozwijająca się gospodarka i bogacenie się społeczeństwa to również szybko rosnące zapotrzebowanie energetyczne, a więc coraz więcej elektrowni węglowych i spalanego węgla. Z tego zamkniętego kręgu nie da się wyjść inaczej niż przez sięganie do innych sposobów pozyskiwania energii. Elektrownie wodne i jądrowe mogły pokryć zaledwie część chińskiego zapotrzebowania. Na szczęście dla siebie i świata władze zdecydowały o rozwoju farm wiatrowych i słonecznych. Po zaledwie paru latach takiej polityki Chiny są już światowym liderem w fotowoltaice i produkcji turbin wiatrowych. Z roku na rok pokrywają więcej zapotrzebowania z odnawialnych źródeł energii. Zapotrzebowanie jest jednak tak wysokie, że równolegle z tymi pozytywnymi zmianami nadal rośnie konsumpcja węgla i tak ma być jeszcze do 2030 r. Chińscy planiści ogłaszają, że Chiny przejdą wtedy przez szczyt zapotrzebowania na węgiel i rozpoczną stopniową jego redukcję. Na 2060 r., 10 lat po Unii Europejskiej, wyznaczają osiągnięcie przez Państwo Środka neutralności węglowej.

Nie tylko zanieczyszczenie

Zanieczyszczenie środowiska to tylko część wyzwań, przed jakimi stoją dziś władze ChRL. Poza zapewnieniem energii elektrycznej dla coraz bardziej energochłonnej gospodarki, w niektórych regionach nadal istnieje poważny problem z dostępem do wody. Chiny to wielki i geograficznie bardzo zróżnicowany kraj, którego znaczna część leży na terenach ubogich w wodę lub wręcz półpustynnych. Nawet Pekin, siedziba władz centralnych i jedna z największych metropolii, przez lata borykał się z problemem niedoboru wody. W tym celu w 2004 r. uruchomiono największe od założenia ChRL przedsięwzięcie inżynieryjne – Projekt Transportu Wody z Południa na Północ (Nanshui Beidiao Gongcheng). W ciągu 10 lat ukończono budowę tzw. Trasy Centralnej o długości prawie 1300 km, a projekt trwa dalej. To rodzaj kanału-akweduktu, którym całkowicie dzięki sile grawitacji dostarczana jest do Pekinu woda z odległego Danjiangkou.

W 2015 r. uruchomiono inny ambitny projekt, którego celem jest poprawa jakości wody w chińskich rzekach. W całym kraju budowane są tamy wodne – z jednej strony w celu pozyskiwania energii elektrycznej, lecz również po to, by ochronić ludność przed suszami i powodziami. W przypadku tam na rzekach, od których zależą również inne państwa, chińska gospodarka wodna staje się tematem politycznym. W Tybecie, w górnym biegu Mekongu (czyli rzece Lancang) Chińczycy postawili już 11 tam, a na Bramaputrze (czyli Yarlung Tsangpo, Yalu Zangbu) stoją 4 tamy, zaś 3 inne są w budowie.

Część działań władz chińskich związana jest z zagrożeniem klimatycznym. Chiny są jednym z państw, które dotkliwie odczuwają nasilanie się gwałtownych i trudnych do przewidzenia zjawisk pogodowych. Naturalne kataklizmy i klęski zagrażają populacji. Tamy i masowe przesiedlenia rozwiązują część problemu związanego z coraz częstszymi suszami i powodziami. Władze sięgają jednak również po mniej konwencjonalne narzędzia, takie jak zasiewanie chmur, czyli rozpylanie jodku srebra i innych związków w atmosferze, by spowodować opady. Te i inne metody mają chronić przed gwałtownymi burzami, gradem czy nadmiernymi upałami. Ich długotrwały wpływ na klimat oraz zdrowie ludzi i zwierząt nie jest do końca znany.

Konsumpcja

Kolejny problem wynika ze wzrostu gospodarczego i wejścia Chin do grona państw zamożnych, czy – jak to Chińczycy sami określają – osiągnięcie umiarkowanego dobrobytu (xiaokang). Rośnie konsumpcja, co jest korzystnie dla ekonomii, lecz dobra, których oczekują konsumenci, trzeba jakoś zabezpieczyć. Dopóki tylko niewielka, najbogatsza część społeczeństwa mogła sobie pozwolić na co dzień na wysokobiałkową dietę, w Chinach nie brakowało mięsa, ryb i owoców morza. Jednak dziś, gdy tego samego oczekują dużo szersze grupy społeczne, okazuje się, że chiński rynek drenuje oceany i odpowiedzialny jest za coraz większą część światowego uboju zwierząt hodowlanych. Jeszcze w latach 60. ubiegłego wieku statystyczny Chińczyk spożywał mniej niż 5 kg mięsa rocznie. Dziś jest to ponad 60 kg. To nadal zaledwie połowa tego, co zjada statystyczny Amerykanin (pierwsze miejsce na świecie), ale różnicę robi skala populacji i dynamika wzrostu.

Jaka przyszłość nas czeka?

Trudno mieć do Chińczyków pretensje, że chcą jeść tak, jak mieszkańcy USA czy Europy. Trudno też winić władze chińskie za to, że chcą zapewnić swoim obywatelom wodę i energię elektryczną czy ochronić ich przed zmianami klimatycznymi. Wyzwania związane z chińskim wzrostem gospodarczym i bogaceniem się społeczeństwa są raczej przypomnieniem tego, że wszyscy korzystamy z tej samej puli zasobów i że bez gruntownych zmian naszego trybu życia po prostu nie wystarczy tych zasobów dla wszystkich mieszkańców Ziemi. Model rozwojowy, który sprawdzał się wtedy, gdy wąska elita państw Zachodu bogaciła się kosztem globalnego Południa, jest nie tylko niemoralny, lecz także niedostosowany do sytuacji, w której coraz więcej mieszkańców naszej planety wychodzi z ubóstwa. Gospodarka oparta na niekończącym się wzroście produkcji i konsumpcji doprowadziła do kryzysu klimatycznego, w którym wszyscy się znaleźliśmy i z którego nie wyjdziemy, jeśli się nie opamiętamy. Chiński rozwój przyspieszył i pogłębił procesy, jakim dziś musimy stawić czoła. Ale może też dać nadzieję na zmianę. Jeśli Chiny wejdą na drogę zrównoważonego rozwoju tak szybko, jak udało im się stać liderem produkcji energii ze źródeł odnawialnych, jeśli znajdą sposób na zaspokojenie potrzeb konsumpcyjnych swoich obywateli bez pustoszenia środowiska tak szybko, jak dziś rozwijają rynek samochodów elektrycznych, nie jest wykluczone, że to one pokażą nam drogę do odpowiedzialnego wykorzystania zasobów naszej planety. I będzie to dla nas na pewno spore zaskoczenie, choć nie pierwsze z Państwa Środka.

258 marcin jacoby

O autorze
Prof. Marcin Jacoby

Sinolog, tłumacz, ekspert zajmujący się zagadnieniami polityczno-społecznymi regionu Azji Wschodniej, szczególnie Chin i Republiki Korei. Na Uniwersytecie SWPS kieruje Zakładem Studiów Azjatyckich i prowadzi zajęcia z zakresu wiedzy o Chinach i Azji Wschodniej: literatury, sztuki i dyplomacji kulturalnej.

 

kanały

zobacz też

strefa psyche strefa designu strefa zarzadzania strefa prawa logo