Wakacje ze smakiem
Smażona ryba nad morzem czy jagodzianka to dla nas wakacyjna codzienność. Rzadko jednak zastanawiamy nad tym, że potrawy te łączą ludową symbolikę, dawne nakazy religijne i postępujący rozwój technologiczny. Jedzenie to nie tylko chwilowa przyjemność. O tym, jak czytać polską kulturę i społeczeństwo z regionalnych przysmaków testowanych podczas letnich podróży, opowiada dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek, kulturoznawczyni z Uniwersytetu SWPS.
Lato sprzyja prostocie na talerzu. Chętnie sięgamy po owoce, świeże ryby czy proste wypieki, traktując je jako naturalny element wakacyjnego wypoczynku. Tymczasem to, co dziś uznajemy za tradycyjne lub lokalne, rzadko bywa dziełem przypadku. Znacznie częściej jest efektem przestrzegania dawnych reguł religijnych, geograficznego usytuowania czy wpływu historii na lokalne społeczności. Na polską kuchnię oddziaływały kultury: żydowska, niemiecka czy włoska. Kulinarne elementy pierwszej możemy odnaleźć między innymi w chałce oraz karpiu po żydowsku. Druga wpłynęła na rozpowszechnienie ziemniaków i jest pokłosiem kilkuwiekowego sąsiedztwa. Elementy kuchni włoskiej przenikały za sprawą kultury dworskiej i tu swój wkład miała królowa Bona.
Jedzenie to niezwykły tekst kultury, który da się czytać na wielu poziomach. Przyglądając się tradycyjnym składnikom i potrawom, odkrywamy nie tylko dawne receptury, ale przede wszystkim świat naszych przodków: ich relacje z naturą, kalendarz liturgiczny czy podziały społeczne. Dania, po które dziś sięgamy, kryją w sobie historię znacznie głębszą, niż mogłoby się wydawać na pierwszy rzut oka.
dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek, kierowniczka studiów podyplomowych Food Studies na Uniwersytecie SWPS i autorka książki „Opowieści kulinarne z Polski”
Długa historia polskich ryb
Z wakacjami kojarzą się smażalnie w nadmorskich kurortach. W menu królują słonowodne dorsze i flądry, jednak dawniej w Polsce za znacznie szlachetniejsze uznawano gatunki słodkowodne. O niektórych krążyły wręcz legendy – jak na przykład o ogromnej sielawie z jeziora Śniardwy, którą przywołuje autorka w „Opowieści kulinarnych z Polski”. Rybi król, bo tak na niego mówili miejscowi, budził postrach rybaków. Unikali wypływania na jezioro, żeby nie ryzykować rozzłoszczenia sielawy. Józef z Mikołajek wraz ze swoją żoną Anną utkali niezwykle wytrzymałą sieć, złapali rybiego króla i przywiązali do pomostu. Ten, w podzięce za oszczędzenie życia, zdradził położenie najlepszych łowisk, zapewniając małżeństwu powodzenie.
Dużą popularnością od wieków cieszył się też śledź. Solony nie psuł się szybko, więc świetnie nadawał się do transportu. Można też go było spożywać w czasie postu, bo na rodzimą kuchnię wpływ wywarli także duchowni. Propagując nakaz wstrzemięźliwości od mięsa, zakładali przy klasztorach stawy hodowlane karpia. Najstarsze z nich datowane są już na XII wiek, a w niektórych miejscach hodowla trwa nieprzerwanie od XIV wieku.
Słodkie symbole i zakazany owoc
W tradycyjnej chłopskiej polskiej kuchni mięso pojawiało się rzadko, bo mało kto mógł sobie na nie pozwolić. Dieta opierała się na zbożach, nabiale i warzywach, ale latem ważnym uzupełnieniem były owoce. Od zawsze królowały wśród nich jabłka – jedzone na surowo, pieczone lub gotowane. Dr Tomaszewska-Bolałek zwraca przy tym uwagę, że budziły one różnorodne skojarzenia: w tradycji słowiańskiej symbolizowały miłość, małżeństwo i płodność, natomiast w naukach kościoła były symbolem grzechu pierworodnego i zakazanym owocem z rajskiego ogrodu.
Z kolei na przełomie czerwca i lipca rusza sezon na jagody, a przed piekarniami ustawiają się kolejki po jagodzianki. W dawnych czasach ludzie wstrzymywali się jednak ze zbiorem tych owoców do 2 lipca. Skąd wywodził się ten zwyczaj? Według ludowych podań Maryja w drodze do Elżbiety, matki Jana Chrzciciela, żywiła się jedynie znalezionymi w lesie jagodami. Dlatego wierni nie zrywali więc owoców wcześniej, by nie zabrakło ich dla podróżującej Świętej przed dniem Matki Boskiej Jagodnej.
Najlepsza pamiątka z urlopu?
Plastikowe magnesy i powtarzalne pamiątki z wakacji szybko lądują w szufladzie. To, co zostaje z nami na dłużej, to doświadczenia i nowe spojrzenie na rzeczy, które dotąd wydawały się oczywiste.
– Obok tradycyjnych pamiątek z podróży można przywieźć również niezwykłe wspomnienia kulinarne. Odkrywanie historii regionu przez pryzmat lokalnych smaków wspaniale wzbogaca nas o nowe doświadczenia i wiedzę – podsumowuje dr Magdalena Tomaszewska-Bolałek. – Poznanie historii, która kryje się w prostym daniu, sprawia, że po powrocie do domu patrzymy na polską tradycję z zupełnie nowej perspektywy.
